Kawki (mk2)

Mój najnowszy pomysł na odstresowanie: polowanie na krukowate z aparatem 😎

W mieście – wiadomo, można upolować kawki i gawrony. Na kruka będę się musiał wybrać dalej. Ale i kawki, i gawrony to wyjątkowo wdzięczne obiekty fotografii.

Jakiś czas temu wypatrzyłem w pobliżu szkoły łaciatą kawkę. Nie wiem jaka to mutacja – na leucyzm nie wygląda, raczej progressive greying 🤔
Polowałem na nią już dość długo i dziś się udało

Zapraszam do oglądania 😃

 


Zaczął się sezon konferencyjny
Najpierw Warszawa (serdecznie zapraszam: https://szkolazzespolemaspergera.evenea.pl/  ), potem Elbląg i Leszno.
Suwalska już w planach, aczkolwiek dalekich – kwiecień, zapewne.

 
Stay tuned
🐱

Reklamy

Wyjazd w góry – podsumowanie

To już ponad tydzień gdy wróciłem z gór.

Ciężko było. Bardzo ciężko. Jak do tej pory nigdy nie musiałem się mierzyć z dzieciakiem absolutnie, ale to absolutnie nieprzewidywalnym, stanowiącym bardzo realne zagrożenie dla siebie i całego otoczenia 😦

Ciężko

Nigdy też nie musiałem się mierzyć z kwestią małego cwaniaczka-złodzieja 🤬

Ciężko…

Tylko nie pomyślcie że wszystkie dzieciaki były takie
Poza tą „szczególnie udaną”💩 dwójką reszta byłą naprawdę fajna i świetnie się z nimi pracowało. 👍

Do tego, cóż… żarcie na wyjeździe… Jeździłem w różne miejsca, bardzo różne – ale takiej maniany i skąpstwa w kuchni dawno nie widziałem. A może i nigdy?
Placki „ziemniaczane” z koncentratu? Serio??? Miseczka rozgotowanego makaronu posypana szczyptą białego sera i dwoma ziarnkami cynamonu???
Kurcze, ludzie, czy zrobienie czegoś dobrego i nie na odwal to aż takie trudne??
Ciekawe czy tylko nas tak potraktowali, czy wszystkich tak traktują? 🤨

Ciężko…

Ale daliśmy radę, i to najważniejsze

Same góry – cudowne. Muszę się kiedyś znów wybrać w Gorce, i pochodzić tak zupełnie na luzie, bez konieczności zwracania uwagi na kogokolwiek 🙂 Tereny Kluszkowce /Maniowy mogę szczerze polecić każdemu fotografowi krajobrazu 🙂  Tylko upewnijcie się że w hotelu do którego się wybieracie dobrze karmią 😉

A teraz, cóż.. powrót do „normalności” 🤨

Zastanawiałem się nad dziwnymi odczuciami jakie mam od przyjazdu… i doszedłem do wniosku że czuję się cholernie samotny 😵 Dziwne… żeby samotnikowi nagle brakowało możliwości pogadania?? 🤔 No nic to, nie pozostaje nic innego niż znów się zamknąć. Innej metody aktualnie nie widzę 😔

Szkoła aka robota… od wejścia poczucie „co ja tutaj robię i jak uciec” 😱 Może później będzie lepiej, ale na razie… czarno to widzę 😦 Gorzej że innych opcji też nie ma…
Nie zostaje nic innego jak zaczekać co czas przyniesie


W najbliższych planach:

Konferencja w WaWie – tak tak, to już za trzy tygodnie 🙂 Prezentacja się tworzy, a tematyką prezentacji oczywiście się tu pojawi

Do tego – piszę artykuł, taki trochę naukowy, trochę wspomnieniowy,
i powoli myślę o konferencji w Lesznie. Na razie w temacie „jak dojechać” 🙂

I jeszcze parę niespodzianek 🙂

Chlebek

Od mniej-więcej trzech lat nie kupiłem praktycznie ani bochenka chleba. Nie, nie dlatego że jestem bezglutenowy, i nie dlatego że chleba nie jadam.

Nie kupiłem – bo lubię chleb, taki prawdziwy, pachnący chlebem, zrobiony z mąki, drożdży lub zakwasu, a nie z tajemniczych ungulantów i innych dodatków do „żywności”.

Tak

Od mniej-więcej trzech lat sam robię chleb 😁

Metodą prób i błędów opracowaliśmy na to sposób prosty, miły i przyjemny, nie wymagający wielkiego zachodu ani czasu. Taki chleb, zawinięty w czystą ściereczkę i trzymany w „chlebaku” , wytrzymuje około tygodnia.

Nie trzeba go nawet zagniatać – wystarczy zwykły najzwyklejszy robot kuchenny.

Jak zrobić taki chleb?

Składniki:
– szklanka kefiru lub maślanki
– szklanka ciepłej wody (może być z kranu 😉
– paczka suchych drożdży (KONIECZNIE suchych – bo te wiadomo jak rosną i na pewno są świeże)
– 2-3 łyżki miodu
– kopiasta łyżeczka soli
– garść siemienia lnianego
– garść pestek słonecznika (łuskanych oczywiście 😉
– szklanką mąki razowej lub grahama
– dwie szklanki mąki białej chlebowej (ja używam Szymanowskiej Chlebowej)

Składniki (najlepiej w kolejności wyżej podanej) wsypać do miski i ubijać robotem, końcówkami z hakiem, około 2 minuty. Ciasto ma być gęste, bardziej geste niż gęsta śmietana, trzeba czuć że robot ma opór.

Przygotować dużą blaszkę-keksówkę: wyłożyć ją papierem do pieczenia. Wlać ciasto do środka, wyrównać drewnianą łyżką. Ciasto się mocno lepi, więc do wyrównania i wyjmowania z miski trzeba moczyć łyżkę w ciepłej wodzie, wtedy odchodzi.

Przykryć ściereczką i odstawić. I zapomnieć 😉 do momentu aż ciasto wypełni prawie całą formę. Kiedy to nastąpi – zależy od temperatury otoczenia. Zazwyczaj trwa do dwóch godzin.

Pieczenie:
– rozgrzać piekarnik do 200 C
– wstawić chleb (na drugi poziom od dołu)
– opryskać chleb i brzegi piekarnika wodą z opryskiwacza kuchennego, zamknąć piekarnik i piec (Uwaga: Od momentu opryskania i zamknięcia, do końca drugiej fazy pieczenia nie otwierać piekarnika! podziwiać przez szybkę 🙂  ) {Jeśli nie macie opryskiwacza kuchennego, możecie wrzucić na dno piekarnika parę kostek lodu, powstanie masa pary i wyjdzie na to samo co oprysk}
– i zostawić na 25 minut
– po tym czasie skręcić termostat do 160 stopni
– i piec kolejne 25 minut

Po upływie wskazanego czasu wyjąc chleb z blaszki, opukać drewnianą łyżką – ma być głuchy odgłos i zapieczony, nie miękki spód i boczki. Jeśli spód lub boczki były by miękkie – włożyć bez blaszki do piekarnika na dodatkowe koło 10 minut.

Miłego eksperymentowania 🙂


W najbliższych planach: relacja z gór 🙂

Stay tuned 🐱

Na upał

Upał upał

Dziś na balkonie +35 stopni. Wytrzymać ciężko. Jedyne na co ma się ochotę to mineralna z tonikiem, plus ewentualnie lody.

Ale nie narzekam 🙂 Już za pół roku będziemy narzekać na mrozy – albo przynajmniej mieć nadzieję ze zimy nie będzie.

A na razie, dla ochłody: zima na Suwalszczyźnie 😀


W najbliższych planach: kontynuacja cyklu o kuchni. Na początek – rzeczy bez których w kuchni bym sobie nie poradził, a w „neurotypowej kuchni” raczej się ich nie znajdzie

Stay tuned 🐱

Sernik gotowany

Jakieś 700 lat temu odgrażałem się że zacznę z tematyką kuchenną.

Czas zacząć 😀

Na dobry początek: moje ulubione „ciasto” – sernik gotowany. W naszej domowej całkowicie autorskiej wersji – bez sera 😁

Potrzebny sprzęt:
– garnek do którego nie przywiera (dowolny – z powłokami, stalowy, byle tylko nie przypalał)
– duża drewniana łycha
– coś by wymieszać masę, i dla leniwych mikser

Składniki i proporcja podstawowa:
– masło 1 kostka (250g)
– 4 jogurt gęsty (im gęstszy tym lepszy), w gramaturze 400 lub 500g
– 4 budynie waniliowe bez cukru
– 4 jajka
– 1/2 szklanki cukru – ja nie lubię słodkiego, więc jak lubicie to dajcie więcej
– opcjonalnie jakieś bakalie (skórka pomarańczowa, rodzynki, żurawina, co lubicie)
– opcjonalnie herbatniki na spód
– opcjonalnie czekolada do polania

Jeśli chcecie zrobić spód z herbatników, trzeba od razu wyłożyć nimi naczynie na sernik. Potem zabraknie czasu. Herbatniki są całkowicie opcjonalne, ja ich nie biorę i jest spoko 🙂

Składniki na masę (bez masła!) trzeba wymieszać dokładnie w misce.
Masło do garnka i na średni ogień. Gdy się rozpuści – wlać masę i od razu mieszać. Cały czas mieszać „skrobiąc” łyżką po spodzie garnka (dlatego musi być drewniana).
W trakcie podgrzewania w masie najpierw pojawią gródki, potem znikną, masa zrobi się gładka, a potem zaczną się w  niej pojawiać bąble, zacznie robić pufff-puff i zacznie oddzielać się od garnka.
Wtedy trzeba ją przelać do przygotowanego naczynia. A gdy ostygnie – można polać czekoladą.

Taki „sernik” jest bardzo smaczny, i o wiele lżejszy od zwyczajnego.  Ciężko uwierzyć że nie jest robiony z „prawdziwego” sera.

Kiedyś liczyliśmy ile czasu zajmuje zrobienie takiego sernika. Od chwili wyjmowania do momentu odstawienia do stygnięcia wyszło 20 minut 🙂

 


To pierwszy przepis z serii, postaram się by było ich więcej. Myślę też że dam parę porad z cyklu: „jak sobie radzić w kuchni”, bo przy ciut popsutym SI i choćby małej ataksji różnie to bywa, a mam na to parę moich patentów 😉

W planach?  Się zobaczy 🙂 Na pewno jakieś zdjęcia się trafią

Stay tuned 🐱

Dlaczego to wszystko

W necie kolejna g___ burza 😣
Tym razem z leitmotivem „a co te ZUE selfadwokaty wiedzo o ałtyzmie, jakie majo do tego prawo” 😵

 

Wiec wlaściwie jakim prawem ja się wypowiadam?

Po pierwsze – prawem osobnika który został o to poproszony.
Przez więcej niż jedna osobę. Przez osoby które przychodzą do mnie, albo piszą (rzadziej dzwonią, bo ja rzadko odbieram telefony) i przekonują mnie że mam w temacie ASD coś ciekawego do powiedzenia. I że warto bym gdzieś poszedł, albo pojechał, często na drugi koniec kraju, i o tym opowiedział. Przekonują – bo mi ciągle ciężko w to uwierzyć. Przekonały mnie również do założenia i prowadzenia tego bloga.

Po drugie – prawem weterana.

Zajmuje się ASD i SI od cholernych 40 lat, 7 dni w tygodniu po 24h na dobę. Do tego zaburzeniami lękowymi co najmniej lat 24, i depresją nie mniej niż 31. Również 7 dniu w tygodniu i 24h na dobę.
Kombinuję, wymyślam, czytam, uczę się, robię eksperymenty – na sobie.
Kiedyś po to by zwyczajnie przeżyć, a od kiedy zająłem się pomaganiem – po to inni nie musieli robić ich na sobie, a już szczególnie na dzieciach, tylko mogli skorzystać z gotowych przetestowanych pomysłów.
Niektórzy mówią że zachowuję się jak stary sierżant który swoje mało przyjemne doświadczenia, i wnioski z ich płynące, stara się przekazać młodym – by oni nie musieli przez to przechodzić.

Jeśli komuś to nie wystarcza – również prawem specjalisty.
Proszę bardzo, jestem dyplomowanym pedagogiem specjalnym!
I nie dostałem dyplomu za diagnozę  Za to nie dają.
Dają go za formalności i egzaminy i pracę zaliczeniową której fragmenty mogliście tu poznać.

Nie wypowiadam się „w imieniu osób z ASD” – chyba że kiedyś jakieś osoby z ASD dadzą mi do tego akredytację. Piszę o sobie, o moich doświadczeniach i ich wynikach, i staram się podzielić tym czego sam się nauczyłem.

Nie mam ochoty brać udziału w netowych g__ burzach, jestem ponad to.
Po prostu czułem ze muszę to napisać: jestem „selfadvocatem” ASD, jestem specjalistą od ASD i póki będę mieć siły, i będą chętni do słuchania – będę się wypowiadać.


Na razie to tyle

Pierwszy post kuchenny się pisze, zdjęcia kotów robią, a że pogoda się poprawił – mam nadzieję że pojawią się nowe krajobrazy albo owady

Stay tuned 🐱