Sen zimowy

Czołem

Nie, to jeszcze nie będzie ten duży wpis. To będzie tylko wpis pokazujący ze blog (jeszcze) żyje i ja też (jeszcze) żyję 😉

Niestety ostatnio mój dzień wygląda tak: śpię, wstaję do pracy, wracam, śpię, załatwiam najważniejsze, śpię dalej. Czyli w zasadzie typowe objawy depresji sezonowej – z jednym chwalebnym wyjątkiem: tfu odpukać brak jakichkolwiek spadków nastroju. Powiem nawet, nastrój utrzymuje się na poziomie przyjemnym, acz lekko zamulonym.
Nie było by w tym nawet nic złego, gdyby nie to że do 28 muszę oddać pracę… a kreatywności mam +/- tyle co śpiący kot 😛

I niestety zero pomysłów na to jak ten stan przerwać… poza tym by zaczekać do wiosny…

W sumie nawet bał bym się go przerywać, bo lepsza senność i brak weny niż dowolny dół

Z mojej permanentnej senności najbardziej korzysta Felicha, która wykorzystuje mnie jako tapczan – nie żebym miał cokolwiek przeciwko 🙂

Do (oby rychłego) usłyszenia 🐱

Reklamy

Koteł

Czołem

Postanowiłem że nie będę się rozpisywać o tym że nie jest dobrze (a zdecydowanie nie jest), ani o moich osobistych dołach. Zastanawiam się czy by nie napisać o depresji ogólnie… ale to dopiero gdy skończę trzecią część o lękach.

Na razie melduję że żyję i jakoś tam funkcjonuję

No i macie zupełnie nowe zdjęcie koteła 😉

DSCF5174

Stay tuned 🐱
(i oby ten dół + niemożność twórcza szybko przeszły)

Lęk i panika, część 2.

Co z biologicznego punktu widzenia dzieje się w sytuacji stresowej?

W naszym układzie nerwowym funkcjonują dwa wielkie podukłady: współczulny i przywspółczulny. Ich działania uzupełniają się: jeśli jeden wywołuje pobudzenie: drugi hamuje. Jeśli jeden powoduje skurcz – drugi rozluźnienie. I tak dalej.

Układem odpowiedzialnym za reakcję na stres i przygotowanie do akcji walki lub ucieczki, jest układ współczulny, i jego główny neuroprzekaźnik: adrenalina.

W momencie wyrzutu adrenaliny:

  • następuje rozszerzenie źrenic. Do pewnego stopnia poprawia się widzenie do przodu i zdolność oceny odległości – ale zmniejsza się widzenie peryferyjne, czasem do tego stopnia że pojawia się widzenie tunelowe. Przy gwałtownej reakcji w polu widzenia mogą pojawić się też plamy, zazwyczaj czerwone lub czarne.
  • rośnie akcja serca i tzw. wydolność minutowa
  • rośnie częstotliwość oddechu, a oddech się spłyca
  • główne naczynia krwionośne rozszerzają się, a drobne (podskórne, i te w kończynach) kurczą się. Stąd poczucie „zimnych dłoni” (i stóp). Stąd również znaczne ograniczenie motoryki małej przy pewnej poprawie wielkiej. Dlatego właśnie w stresie można szybciej biegać czy dźwignąć większy ciężar, ale trudno wykonywać precyzyjne ruchy (takie jak zapięcie guzika, zapalenie zapalniczki, itp). Czasem jest to w ogóle niemożliwe.
  • zwężają się też naczynia krwionośne układu pokarmowego i hamuje ruch robaczkowy w jelitach – dlatego mogą pojawić się mdłości, brak łaknienia, kłopoty z trawieniem.
  • zmniejsza się też, a nawet zanika produkcja śliny – stąd suchość w ustach w stresie
  • silnie rośnie poziom glukozy we krwi (co bywa groźne dla osób które muszą go utrzymywać w sanie równowagi)

To wszystko reakcje przebiegające poza kontrolą świadomości, można powiedzieć – automatycznie. A jako że przebiegają poza kontrolą świadomości – samą świadomością (siłą woli, jak zwał tak zwał) nie da się ich bezpośrednio kontrolować. Da się za to zrobić to pośrednio, sposobem – o czym później.

Jak by tego było mało silny stres zaburza funkcjonowanie ośrodkowego układu nerwowego: pojawiają się problemy z koncentracją, logicznym myśleniem, pamięcią, nadwrażliwość  na bodźce. Mogą nawet pojawiać się halucynacje (wzrokowe, słuchowe, dotykowe), poczucie derealizacji, depersonalizacji – albo „popadania w obłęd”. Nadmierne pobudzenie powoduje też kłopoty z zasypianiem i płytki sen. Może też pojawić się „oniemienie” czyli atak mutyzmu.

Organizm ma możliwość utrzymywać się w stanie takiego DEFCON 1 tylko przez pewnie określony, krótki czas. Potem na jakiś czas władzę musi przejąć układ przywspółczulny, odpowiedzialny za regenerację. Pojawia się uczucie silnego zmęczenia, czasem aż do otępienia. I pamiętajcie – to TYLKO reakcja na wyrzut adrenaliny! Do tego dochodzą koszta braku snu czy niezdolności do podejmowania dobrych decyzji!

Jeśli sytuacja regularnie się powtarza, pojawia się wyczerpanie, a potem wyniszczenie organizmu – co w końcu doprowadzi do całej masy kolejnych zaburzeń.

Brzmi znajomo? Jak dla mnie tak.

W dodatku – zawsze bierzmy poprawkę ze osoby z ASD są narażone na wyższe poziomy stresu, i częstsze pojawianie się stresorów niż osoby neurotypowe. W końcu od okresu noworodkowego uczymy się że świat jest groźny, poza tym za głośny, za jasny, i śmierdzący; a ludzie to w ogóle są groźni i nieprzewidywalni.
(A teraz pomyślcie jeszcze o sytuacji osób po ciągle niestety modnej behawiorce – które starano się nauczyć „prawidłowych” reakcji okrutnie poddając je działaniu bardzo silnych stresorów i poczucia zagrożenia!)

Dobra, obgadałem część fizjologiczno-neurologiczną – krótko, ale mam nadzieję że zrozumiale.

Po co to wszystko? Ano po to że świadomość – i to taka bardzo głęboko zakodowana świadomość! – tego Jak To Działa – pomaga sobie radzić w chwilach gdy właśnie TO zaczyna działać.  Pomaga też wyuczyć (wytresować 😉 )organizm by działał w sposób bardziej adekwatny, bardziej stonowany i mniej szkodliwy dla siebie.

Ale o tym będzie w kolejnym odcinku 🙂
(tym razem postaram się zmobilizować mój zdewastowany organizm tak by ten odcinek pojawił się szybciej)

Stay tuned! 🐱

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

Parę słów o GAD i PTSD. część 1.

When your voice breaks up
But you want to scream
When you want to wake up
But it’s not a dream
Are you scared?

When you want to run
But your legs are numb
And the taste of death
Dances on your tongue
Are you scared?

Zdradzę wam smutną prawdę: masa, ale na prawdę masa dorosłych z ASD ma zespół stresu pourazowego (PTSD), i/lub zaburzenia lękowe (GAD).

Skąd to się bierze?

Myślę że powody są dwa:

  1. Niestety, w porównaniu do neurotypowych, jesteśmy statystycznie bardziej zagrożeni nie tylko „zwykłymi” wypadkami, ale też jest większe prawdopodobieństwo że padniemy ofiarą  nękania, przemocy, czy przestępstwa.

    Spójrzcie na czynniki sprzyjające powstaniu PTSD. To między innymi:

    1.  traumy w dzieciństwie
    2. brak wsparcia ze strony bliskich lub środowiska rówieśniczego
    3. poczucie braku kontroli
    4. otrzymanie diagnozy ciężkiej choroby
    5. bycie ofiarą ciężkiego przestępstwa,
    6.  znęcania, mobbingu
    7. działań wojennych
    8. lub katastrofyBrzmi znajomo? Według mnie jak najbardziej.

      Cytując moją lekarkę „często gdy rozmawia się z dorosłym z ASD, ma się mocna wrażenie że rozmawia się z weteranem wojny, a może i paru wojen”…

  2. Powtarzające się – często codziennie – mini i mikro traumy psychiczne, wywołane przez codzienne kłopoty, kłopoty sensoryczne, itd, itp, nawet jeśli same w sobie niewielkie, w końcu łącznie przekraczają zdolności regeneracyjne organizmu… i niestety organizm zaczyna się sypać… A gdy już zacznie się sypać, to coraz gorzej radzi sobie z regeneracją, więc jeszcze szybciej się sypie… Ot taka tak zwana „spirala śmierci”

I, niestety, po jakimś krótszym czy dłuższym czasie, pojawiają się objawy.


Zwykle gdy ktoś słyszy „zaburzenia lękowe” – myśli że „ktoś się boi”.
Czasem faktycznie tak bywa – może pojawić się lęk przed śmiercią, chorobą, zostawianiem bliskich, zwariowaniem… w zasadzie przed czymkolwiek… do tego mogą pojawić się praktycznie dowolne fobie. A prócz powyższych – falshbacki – momenty gdy organizm jeszcze raz przeżywa najpaskudniejsze momenty, zazwyczaj przypominając je sobie ze wszelkimi szczegółami i emocjami…

Paskudne, prawda?
Tylko wiecie co? To nie jest takie złe jak się wydaje. Gdy pojawiają się takie określone lęki, wchodzące na poziom świadomości – człowiek szybko się orientuje że to właśnie o lęki chodzi, i zaczyna coś z tym robić – na przykład szuka pomocy.

Gorzej gdy psychiczna dewastacja nie daje takich oczywistych objawów.

Mogą pojawić się skurcze mięśni (zarówno szkieletowych jak i gładkich), najróżniejsze bóle, kłopoty z oddychaniem, kołatanie serca, skoki ciśnienia (zarówno w górę, jak i w dół), wzrost tętna spoczynkowego, kłopoty z przełykaniem, pojawiające się niby znikąd zimne poty czy uderzenia gorąca. Bardzo często sny zmieniają się w koszmary. Albo człowiek budzi się nagle w nocy w stanie totalnej paniki, i sam nie wie dlaczego się tak stało.
Może też pojawić się nadmierna drażliwość, nadpobudliwość, wybuchy agresji, a u osób z ASD – większe skłonności do shutdownów i meltdownów.

Jeśli takie obajwy się pojawiają – trzeba działać.
Bo i PTSD, i GAD na dłuższą metę wykańczają. Tak po prostu. Nie tylko psychicznie – po pewnym czasie zaczyna siadać serce, trawienie, odporność… w zasadzie wszystko.


Co z tym fantem robić?
O tym w następnym wpisie, który już niedługo

Keep strong!

 

🐱

ps. żeby nie było kolejnego marudzenia że bez zdjęć: macie mufę 😉

IMG_2190

Post zupełnie bez tytułu

Zmęczony jestem. Czuję się jak bym miał tak z 1000 lat, a może i więcej. Jak to Tolkien pisał: „Czuję się cienki, rozciągnięty jak masło na zbyt wielu kromkach.”

Wyjazdy zamiast mnie jakoś zregenerować – tylko zużyły resztki energii.
Do tego pogoda – brak ładnego światłą, zimno i nie ma się jak wygrzać… czuję się jak by w tym roku w ogóle lata nie było, tylko jakaś taka przedłużona i przyśpieszona jesień..

Myśl o tej prawdziwej jesieni, a potem zimie napawa mnie poważnymi obawami. Jak przetrwać do kolejnej cieplejszej pory roku, skoro już sił brak, sensoryka pada, a napięcie nerwowe zamiast się rozładować – stale rośnie?

Uciec?
Gdzie?
Za co?
…a przede wszystkim po co? Skoro wszystkie problemy zabiorą się ze mną 🤔


***

W ramach studiów z oligofrenopedagogiki zrobiłem ankietę na temat tego jak ludzie z ASD odbierali szkołę. Ankiety jeszcze nie zamknąłem, ale wstępnie przeliczone wyniki zdecydowanie nie napawają optymizmem.  Jeśli idzie o zapobieganie przemocy… długa jeszcze droga przed polskimi szkołami…  zwłaszcza że teraz wszystko wskazuje że sprawy zaczynają się cofać, zamiast poprawiać…

Obiecuję że gdy wyniki będą do końca zebrane, a praca napisana – na pewno pojawi się tu na blogu


***

By nie było tak totalnie pesymistycznie, parę zdjęć. Z wiosny, gdy było sensowne światło 😛 Plus koteł w kalejdoskopie jako bonus

Życzcie mi ładnego światła i choć paru dni ciepła 🙂

🐱

X Zlot Optyczne.pl – Zamek Gniew

Ostatnie cztery dni, od czwartku do niedzieli, spędziłem na wielkim zlocie fotografów w Gniewie. Zlot jest organizowany rokrocznie przez portal Optyczne.pl

Zlot jest fajny z trzech powodów (kolejność wybierzcie sobie sami):

  • zawsze jest w bardzo fajnych lokacjach – w zamkach
  • zjeżdża się na niego masa fajnych ludzi – speców od fotografii
  • na zlocie można przetestować najnowsze nowinki sprzętowe – od body aparatów, przez obiektywy, aż po statywy czy plecaki. Po prostu – dostajesz super sprzęt i idziesz focić 😀

Tegoroczny zlot odbył się w zamku w Gniewie.

Lokaja – na prawdę super. Moim zdaniem – najlepsza jak do tej pory. Hotel bardzo ładnie zrobiony, na stary styl, wszystko czyściutko i sympatycznie. Kuchnia – no po prostu wzorcowa. Nie dość że wszystkie posiłki typu szwedzki stół „jesz-ile-chcesz” (a nie jak w niektórych mikro porcje i kombinowanie), to jeszcze na prawdę solidny wybór. No i jedzenie po prostu dobre – a to bardzo się liczy.

Z mojego punktu widzenia nie dopisały jedynie wykłady. Nie interesuję się filmowaniem, nie bardzo mnie interesuje „praca z modelką” czy „fotografia motoryzacyjna”, a że przeklęci kontrolnicy-wszystkiego wprowadzili ostatnio „prawo jazdy” na drony – dronem mogli polatać tylko ci którzy takowe posiadają. Czyli ze trzy osoby. Reszta mogła popatrzeć, co było dla mnie nawet ciekawe – tyle ze na jakieś 10 minut 😛

Odwiedziłem za to wykład Sony (chciałem zobaczyć co ciekawego w systemie jakiego używam), tradycyjnie wykład o fotografii podróżniczej  – i z oficjalnych to w zasadzie tyle 😉

Główną atrakcją (jak dla mnie) była możliwość przetestowania sprzętu, a do tego to co się działo na samym zamku.

O sprzęcie nie będę się rozpisywać, nie chcę was zanudzić gadaniem że Sigma 150mm Macro nie działa z Sony (smuteczek 😓 ), że Fuji daje ładniejszy obraz niż Sony o Canonie nie wspominając, czy że bezlusterkowce Canona to najgorsze bezlusterkowce jakie w łapie miałem :p

Pochwalę się tylko że spędziłem cały dzień fotografując Fuji GFX – aparatem średnio-formatowym. I pierwszy raz w życiu byłem tak bardzo pod wrażeniem możliwości sprzętu.

Wcześniej wiele razy testowałem tzw „flagowce” – i z pełną, i z niepełną klatką – ale ich możliwości nigdy nie wywarły na mnie jakoś szczególnie wstrząsającego wrażenia.
…ale GFX… 😮 Wyobraźcie sobie – robicie małą muszkę z 50cm. Muszka wypełnia tak z 1/50 kadru. Robicie zbliżenie – po prostu powiększając zdjęcie w windowsie. Mucha jest na pełny kadr,  nie ma ziarna, nie ma szumu, nie ma utraty szczegółów, nie ma pikselozy, zdjęcie jest po prostu perfekcyjne. Potem robicie jeszcze większe zbliżenie, okazuje się że na muszce widać wszystkie włoski, pazurki, fasetki oka  – a zdjęcie jest technicznie nadal tak samo perfekcyjne. 😱

Zawsze się zastanawiałem co ludzie widzą w średnim formacie – przecież te aparaty to grzmoty straszliwe, i na prawdę jest co nosić… a teraz już wiem… 😍

Co do samego otoczenia. Zamek jest położony na górce nad Wisłą, i są z niego na prawdę piękne widoki. Z resztą nie tylko z niego. Wracając miałem okazję przejechać parę okolicznych miejscowości i zapewniam – jest na co popatrzeć. Do tego – to świetne miejsce dla kolekcjonerów zabawnych tablic miejscowości. Jeśli chcieli byście sfotografowć się przy wjeździe do Nicponia, odwiedzić Rzym i Betlejem, a nawet zajrzeć do Piekła – jedźcie w rejon Gniewa 🙃

Na zamku działa bardzo znane bractwo rycerskie, to również jedno z niewielu miejsc w Polsce gdzie trenują walkę na kopie. Tak, tą prawdziwą! Jak w XIV wieku!  Wszystko – zbroje, uprząż, kopie – są zrobione dokładnie na wzór historyczny, mają te same właściwości
Widok dwóch gości  jadących z przeciwnych kierunków ponad 30km/h, gdy kopia jednego uderza drugiego z sumowaną prędkością obydwu… i lecące w powietrze kawałki… oj było na co popatrzeć i co fotografować 😍
A to tylko jedna z atrakcji – inną jest na przykład możliwość obserwowania ładowania i strzału z armaty 😀

Prócz powyższych – no nie był bym sobą, gdybym nie poczołgał się trochę po skarpie wiślanej w poszukiwaniu robali, ślimaków i innych tym podobnych 😉

Oficjalnie wyjazd uznaję za udany. I jeśli los pozwoli – w przyszłym roku też chciał bym się wybrać „na optyczne”

See ya
🐱

Lądek Zdrój – dzień przedostatni 

Dziś długi przejazd autokarem, i główna atrakcja: Błędne Skały w rejonie Szczelińca. 

Muszę powiedzieć że troszkę się zawiodłem.. Lokacja cud, niektóre przejścia takie że trzeba się czołgać pchając przewodem plecak – ale na szlaku pierdylion grup.. Chciałbym kiedyś odwiedzić to miejsce mocno poza szczytem turystyki. 

Bywało ciasno
Błędne Skały
Cuda, cuda
Zbliża się czołganko

To już Czechy
Góry Stołowe pożegnały nas zlewem. Na szczęście już kawałek za Skałami, bo w samych Skałach mogło by być ciężko 

Odwiedziliśmy też Kaplicę Czaszek. 

Człowiek spodziewa się klimatu jak z Roba Zombie💀, a może nawet jak z Clive’a Barkera💀💀💀💀👻, a okazało się że wystraszyło by to najwyżej kogoś kogo przeraża byle eksponat anatomiczny 😀 Ale co tam, takie miejsce jest jedno jedyne w całej Polsce, więc odwiedzić zdecydowanie warto 

Przy Kaplicy Kości
Teraz pakowanie, a jutro jeszcze Zoo we Wrocławiu i do domu. Życzcie mi spokojnego powrotu 🙂 

Stay tuned 👋