Kolory

#dogwood52 #dogwood2018  #dogwoodweek2

Harmonia kolorów.. Temat niby łatwy, a okazało się że wymyślenie i zrobienie zdjęć zajęło mi tydzień. Początkowo chciałem wybrać się w teren, i czegoś poszukać… choćby na wysypisku śmieci 😅 ale cóż robić gdy niebo szare, ziemia szara, i wszystko jakieś takie szare? Wczoraj – może godzina słońca, dziś wcale… Myślałem też o grudnikach – ale one potrzebują słońca, i muszą mieć kwiaty by wyglądać fajnie.. niestety i jednego i drugiego zabrakło.

Więc znów praca w „studiu” 😋 Studiu z latarki warsztatowej, ciemnego zakamarka przedpokoju i tła z kartonu 😆

Jedno podejście, drugie, n-te… w końcu: mamy zwycięzcę na stronę projektu🙂

DSCF5542

A tutaj parę innych ujęć:

Stay tuned 🐱

W przyszłym tygodniu: fotografia manualna (hehe, to będzie BARDZO proste 😎 (a ludzie na stronie projektu panikują 🤣) Byle tylko pogoda dopisała)
W planach również wpis na bardzo, bardzo ciężki temat… ale o tym jeszcze pomyślę..

Reklamy

Wyzwanie Foto, tydzień 1

#dogwood52, #dogwood2018,  #dogwoodweek1

Postanowiłem włączyć się do wyzwania/zabawy fotograficznej:
https://dogwood.photography/52weekchallenge2018.html

Poniżej – moja interpretacje pierwszego zadania:
Vision: Look Ahead; New year. New beginnings. New you. Look ahead. Interpret as you wish.
Wizja: Spójrz w przyszłość; Nowy Rok. Nowe początki. Nowy ty. Patrz przed siebie. Interpretuj, jak zechcesz.

No i jak właściwie to zinterpretować?? Nowy rok to wielka niewiadoma.. nie wiadomo nawet czy się do jego końca dociągnie… Wielka niewiadoma…
I właśnie w tym punkcie wpadłem na pomysł 😀

DSCF5503

Za tydzień – harmonia kolorów.
A za oknem buroszaro i kolorów ZERO :p
Chyba szykuje się praca domowa

🐱

Patenty na propriocepcję

Może na początek – co to jest ta propriocepcja i po co to komu.

Propriocepcja (inaczej kinestezja, zmysł kinestetyczny, czucie głębokie) to czucie własnego ciała, jego położenia w przestrzeni i czasie. Dzięki niej wiemy w jakiej pozycji jest nasze ciało i nasze kończyny, bez konieczności patrzenia.
Dobra propriocepcja zapewnia precyzyjne ruchy, dobrą równowagę, nie wpadanie na przedmioty, nie upuszczanie rzeczy…

Niestety masa ludzi z ASD ma kłopoty z czuciem głębokim. Stąd takie problem jak potykanie się, upuszczanie różnych rzeczy, wpadanie na przedmioty.. i tym podobne.

Na nasze szczęście propriocepcja to coś co można (a nawet trzeba 😉 ) ćwiczyć.

Jako że sam mam potężne problemy z sensoryką, w tym z czuciem głębokim, zebrałem trochę patentów na jego poprawę.
Nie wiem czy są porządne, pewnie nie – bo moje własne  ale mi pomagają, więc się podzielę. 

na początek:

  • Chodzenie na przełaj w możliwie lekkich butach na miękkiej cienkiej podeszwie, a najlepiej w ogóle bez butów. Im cieńsza i bardziej płaska podeszwa, im lepsze czucie podłoza – tym lepiej.
    (O butach już kiedyś pisałem: Nowe buty, czyli rzecz o problemach sensorycznych
    W ramach ćwiczeń polecam ładny, w miarę nie zakrzaczony bór, albo grąd, dąbrowę czy buczynę w zróżnicowanym i możliwie nie płaskim terenie (ale i nie nazbyt pagórkowatym nie wspominając o górzystym). Tu nie chodzi o extrem czy podbijanie kondycji, tylko o czucie podłoża, czucie siebie w terenie.
  • Wszelkiej maści równoważnie. Nie tylko te na sali gimnastycznej 🙂
    Równoważnia to każdy krawężnik, powalone czy ścięte drzewa, pieńki, kępy itd.
    To również próby łażenia po slackline czy linie (u mnie skończyło się na próbach 
    I zabawy w parkach linowych.
  • a jak już przy linach jesteśmy: wspinanie na łatwe (zaznaczam łatwe) skałki/ścianki wspinaczkowe.
    Dlaczego łatwe? Przypomnę – chodzi o ćwiczenie równowagi (i pozbywanie się przy okazji lęku wysokości 😏) a nie o extrem czy inszy wyczyn.
    Jeśli dajesz radę wspinać się wyczynowo, to sorry bro, nie masz kłopotów z propriocepcją 😋
    Oczywiście wspinanie się na drzewa też tak działa
  • Ćwiczenia na równowagę. Wszelkie jaskółki, stanie na jednej nodze, stanie na jednej nodze i kiwanie się. Joga – najlepiej w terenie   Wszystkie te ćwiczenia wykonywane z utrudnieniem – na pieńku, na powalonym drzewie
  • Utrzymywanie w równowadze czegoś – na przykład kijka. Bardzo fajnie balansuje się też dużym piórem.   Utrzymywanie w równowadze czegoś na głowie (zabawa w noszenie plecaka na głowie – wariant max). Również – podrzucanie czegoś i łapanie
  • Strzelanie z łuku. Serio. A do tego nauka rzucania nożem i/lub lekkim toporkiem. Serio-serio.
    Przy strzelaniu z łuku czy takim rzucaniu organizm uczy się powtarzalności ruchów, i panowania nad ruchem
  • Jazda na rowerze, na wrotkach, rolkach, deskorolce – to też super ćwiczenia na czucie głębokie

I to na prawdę działa. Nie powiem ze od razu, ale powoli, powoli i jest coraz lepiej.

Kiedyś – od czasu gdy urosłem – regularnie wpadałem na przedmioty, waliłem się łokciami w co się dało.. Po jakimś czasie to wypracowałem.
Czasem miewam straszne zawroty głowy, a na wszelkich zjeżdżalniach i huśtawkach łapią mnie ataki paniki – ale zauważyłem że łażenie po krawężnikach, powalonych drzewach, pieńkach, te wszelkie ćwiczenia równowagi – na to pomaga. Nie jakoś bardzo, ale jednak  Powoli, byle do przodu 🙂

Jak zwykle, mam nadzieję że te moje patenty komuś się przydadzą 🙂

 

Stay tuned 🐱
ps. A w zdjęciach będą wspomnienia z gór 😉

 

 

 

 

 

Lęk i panika, część 3.

Czołem

Długo trwało to pisanie, oj długo.. Niestety, jesień-zima to dla mnie ciężki okres, a w tym roku to już wyjątkowo… i niestety kreatywność siada.. Ale nic to 😉

Moje patenty na to jak radzić sobie z atakami paniki i stanami lękowymi

Na początek patenty które moim skromnym zdaniem można stosować bez ograniczeń:

1. Najgorsze jest czekanie

Serio! Czekanie – na dentystę, na egzamin, na wizytę w urzędzie, na wykonanie telefonu, to najgorszy stres, dużo gorszy niż samo zdarzenie. Stresujące sprawy najlepiej załatwiać jak najszybciej –  zauważyłem że popularna prokrastynacja, przekładanie, odkładanie, chodzenie na ostatni możliwy termin wcale nie zmieszają stresu, tylko rozciągają go w czasie, przez co robi się go tak na prawdę więcej. A przecież nie o to chodzi

2. Uwaga na mechanizm Walki/Ucieczki

W naszym mózgu, podobnie jak u wszystkich ssaków, istnieje coś takiego jak mechanizm walki (radzenia sobie)/ucieczki.

Jeśli dana istota stwierdza że napotkana sytuacja jest nazbyt groźna – ucieka. Jeśli nie – rozprawia się z nią.

W zależności od naszych działań wzmacnia się jeden lub drugi typ reakcji.
To znaczy:  im częściej próbujemy sobie poradzić, tym większa szansa że spróbujemy następnym razem. Im częściej się cofamy nawet nie próbując, tym większe prawdopodobieństwo że znów się cofniemy. Tak to – niestety – działa.

Jeśli wiemy że lęk jest nieracjonalny – na prawdę warto go pokonać, albo choć próbować. Wtedy łatwiej jest pokonywać go następnym razem, potem inne lęki, a w końcu zmniejszyć poziom tego wrednego uogólnionego, który nie ma podstaw innych niż dojechany i rozregulowany system nerwowy.

2a.  Warto też zbierać nowe doświadczenia. Warto – przy dobrej kondycji psychicznej i w kontrolowanych warunkach – sprawdzać się.
Dlaczego?
Pomyślcie o sytuacji: skoro nurkowałem w hełmie mimo lęku przed wodą i wspinałem się mimo lęku wysokości – to co, do hydraulika nie zadzwonię? Byle telefon mnie nie pokona 😉

3. Właściwe podejście

A raczej – według współczesnego świata, zupełnie niewłaściwe 😇

 

 

Stoicyzm, Zen, Taoizm.

Rzeczy są jakie są (Lao Tsy). Nie złość się na deszcz że pada, zaprawdę deszczu to nie dotyka (Epiktet). Dude abides (Big Lebowski). „Jeśli możesz coś z tym zrobić, to zrób i się nie przejmuj. Jeśli nie możesz – to tym bardziej się nie przejmuj”

No worries man

Jeśli się nakręcasz, stresujesz – bynajmniej nie zwiększasz swojej szansy na pozytywne załatwienie sprawy. Tak na prawdę te szanse zmniejszasz. Choćby dlatego że w stresie, zwłaszcza przewlekłym mózg gorzej pracuje. Albo w ogóle się wyłącza.

Jeśli strasznie, ale to niezwykle ci zależy – to się nakręcasz i stresujesz.

Osobiście uważam że starczy mieć tyle motywacji by w ogóle się chciało, ale lepiej nic ponad to. Bo wszystko co ponad to powoduje zbędny stres.

Więc daj se luz człowieku   🙂

Jak to praktykować?
Wiecie co? chyba założę podstronę z polecaną literaturą 🙂
A zanim to nastąpi, na razie polecę:
„Spokój to każdy z nas” Thích Nhất Hạnh
„Rozmyślania” Marek Aureliusz
„Stoicyzm uliczny” Marcin Fabjański
„Zhuangzi” Zhuangzi

4. Medytacja  

Myślicie że medytacja to takie siedzenie i gapienie się w ścianę? 😉

Nope, nie o to chodzi 😀

Ogólnie chodzi o bycie tu-i-teraz (nie zajmowanie się przeszłością ani potencjalnymi przyszłościami, ale o skupienie na Teraz) i – właśnie – o skupienie się na tym co się robi. Dokładnie i po prostu – takie bardzo-bardzo głębokie skupienie na tym co się robi.

Przy pewnej wprawie w tym stanie można zmywać, chodzić, stać, myć się, czytać, jeździć samochodem… nawet pić piwo i palić fajki 😉

Pewną odmianą medytacji jest kontemplacja – czyli swoista obserwacja i analiza  obiektu, odczucia, czynności albo myśli.

Inną techniką jest refugium – czyli pozwolenie umysłowi na przyjemne błądzenie, i budowanie sobie w myślach własnych przyjemnych światów. Po latach doświadczeń uznałem ją za najmniej skuteczną z tej trójki. Co ciekawe – kiedyś było zupełnie odwrotnie

Stosowanie tych technik na prawdę bardzo, ale to bardzo uspokaja. Nie do końca wiem dlaczego, czy jak to działa – wiem tyle że działa.  A skoro działa – to warto stosować 🙂

Zwłaszcza że to techniki całkowicie neutralne światopoglądowo (co dla niektórych osób może być ważne) i można je brać i od Świętych i Ojców Kościoła, i od mistrzów Zen.
{Tak w sumie – napisać o takich technikach? Ktoś będzie chciał poczytać?}

 

Tu muszę powiedzieć jedno – wymienione powyżej techniki nie działają od razu. Wymagają stałego praktykowania, stałego podtrzymywania. Na pocieszenie powiem że im dłużej się je stosuje, tym staje się to bardziej oczywiste, łatwiejsze, instynktowne, tudzież odruchowe. I jest luzik 😉 W końcu


 

A teraz sprawy  na które lepiej uważać

5. „Szamanizmy”

„Zrobię to-i-to, „. „Sprawdzę to-i-to”, „Wezmę ze sobą to-i-to” wtedy poczuję się lepiej.. Sprawdzę czy zamknąłem drzwi do domu.. I jeszcze tylko raz sprawdzę.. Zrobię plan awaryjny. I jeszcze jeden. Wezmę to bo może się przydać. I jeszcze to. I wózek by to wozić… A czy gaśnica w każdym pokoju to dobry pomysł? Ale czy jedna wystarczy?

Powiem wam coś. Był taki okres w moim życiu ze wszędzie – WSZĘDZIE – do sklepu, na miasto, na uczelnię – chodziłem z prawie 40l plecakiem. W plecaku był tarp, śpiwór, żarcie, nóż, menażka… zapałki, rozpałka… ciepły sweter… apteczka…. Tak na wszelki wypadek oczywiście. Gdyby COŚ się stało..

To mi dodawało  …”pewności”… 🤔 dawało jakąś taką „wyspę bezpieczeństwa” w niezrozumiały, niepewnym, nieprzewidywalnym świecie
A zaczęło się niewinnie, od zastanawiania się co by było gdyby, i „może wezmę nóż i zapałki w plecak… i może jeszcze coś do jedzenia, tak na wszelki wypadek”.  I wiecie co? Jak to się rozbujało, ze dwa lata mi zajęło by to poprostować, i dojść do takiego bardziej „normalnego” poziomu

Takie zachowania warto obserwować – czy jeszcze są racjonalne pomysły, czy już rządzą lęki. Takie „szamanizmy” to nie jest metoda na radzenie sobie z lękami. To jest swego rodzaju uzależnienie, w dodatku nakręcanie lęków – aż do wystąpienia na prawdę paskudnych objawów. Na przykład zaburzeń kompulsywnych, albo psychoz – one też mają podłoże lękowe.

6. Leki 

Tak, leki pomagają, a w niektórych wypadkach są niezbędne.
Jeśli nie wyrabiasz, masz silne lęki, deprechę, lub tym podobne – na prawdę warto szukać dobrego speca, a jak się już znajdzie, to się go trzymać i brać co zaleci tak jak zaleci. Dobrego – czyli takiego który zna się i ma doświadczenie w leczeniu ludzi ze spektrum. Nas się leczy trochę inaczej niż NTów, i nie każdy lekarz sobie poradzi. Nawet taki który ma wielkie sukcesy w leczeniu NTów. (O tym też zawsze warto pamiętać – jeśli jeden spec wam nie pomaga, nie widać poprawy albo skutki uboczne są za duże, na prawdę warto szukać lepszego)

Co do samych leków. Nie chcę przynudzać, ale… Na litość, pamiętajcie! Leki TYLKO w konsultacji z dobrym lekarzem! TYLKO! Z lekarzem.

Dr Google to zdecydowanie nie lekarz. Szwagier pani z warzywniaka czy kolega z pracy jeśli nie mają przy nazwisku minimum „lekarz medycyny” to nie lekarz. Grupa na FB to nie lekarz – aczkolwiek w tych dobrych warto popytać o sprawdzonych dobrych lekarzy. Ja to też nie lekarz – dlatego mogę powiedzieć jakie leki działają na mnie, ale nie powiem „bierz takie” tylko zawsze „chcesz, zapytaj o nie swojego lekarza”.

7. I nieleki

O lekach bez konsultacji z właściwym lekarzem, o gorzale, i o wszelkich innych nielegalnych lub na lewo zdobytych powiem tyle: jeśli komuś z czytających ten text choćby przychodzi do głowy by „leczyć” lęki w taki sposób… to sorry gościu, JUŻ masz ogromny problem! Biegusiem do lekarza! Tego prawdziwego. I nie żartuję. Stosowanie takich środków na lęki załatwi cię dużo szybciej niż stosowanie ich „rozrywkowo” – czyli na prawdę bardzo szybko.

7. Zamiana lęków w agresję

To nie jest dobra metoda. To jest bardzo zła metoda.
Fakt, jest to metoda która działa, bo kiedy człowiek jest wkurzony przestaje się bać (przestaje się też smucić/mieć doła). Tyle że stan wkur___, zwłaszcza permanentnego, błyskawicznie wyniszcza, izoluje społecznie, przyczepia łatkę niebezpiecznego zjeba (czasem na trwałe), nie likwiduje jakichkolwiek przyczyn lęków… w dodatku te lęki  podkręca i wytwarza nowe.
(Nie wierzycie że podkręca i wytwarza? To wyobraźcie sobie sytuację kolesia który nosi nóż w kieszeni, bo ma lęki (w takiej sytuacji często wyparte lub nieuświadomione). Co w końcu pomyśli taki koleś? Że ulice mogą być pełne kolesi z nożami 😱 I co zostaje w takim przypadku? Drugi nóż? Maczuga? Pistolet? Armata???)

Tak tak, masa ludzi wysoce agresywnych kryje w taki sposób lęki.


 

Gdy już dzieje się źle. Czyli gdy pojawi się atak lękowy

8. „Techniki oddechowe”

Mądrutko brzmi, nie 😉

A tak na prawdę chodzi i powolne, przeponowe, powolne, głębokie oddychanie. Poooowoooli i głęboooko.
Czasem wystarczy jeden-dwa takie oddechy, czasem trzeba więcej.
Dobrze to działa w połączeniu z technikami medytacyjnymi. A działa z tego co wiem na zasadzie sprzężenia zwrotnego – oddech pod wpływem adrenaliny przyśpiesza i się spłyca, więc zwolnienie go świadomie zbija działanie adrenaliny.

9. Odcięcie bodźców

Wygłuszenie, wyciemnienie, otulenie. Wyjście i zmiana otoczenia. Zawsze dobry pomysł u osób z ASD

10. Przyciśniecie

Kołderka obciążeniowa. Albo śpiwór. Albo jak ktoś ma i lubi – dociśnięcie przez inną osobę. Objęcie samego siebie i przyciśniecie. Pomaga. Uspokaja.

11. Zastosowanie metody Jacobsona 

Metoda ta to kolejne napinanie i rozluźnianie kolejnych grup mięśni. Myślę że tak jak powolne oddychanie działa na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Trzeba na nią trochę uważać jeśli ma się duże tendencje do skurczów mięśni, ale zazwyczaj działa bardzo dobrze.

12. Powrót do pkt 3 i 4 😉 

 

Mam nadzieję że komuś się te moje przemyślenia i doświadczenia przydadzą. Nie obiecuję że nowy wpis będzie jakoś bardzo szybko. Postaram się, ale nie obiecuję. Zobaczymy jak będzie z kreatywnością 😋

 

Na koniec, by uniknąć protestów 😉

Will be continued, stay tuned 🐱