Mała relacja z Elbląga

Mała relacja z Elbląga:
Byłem 😉  Było bardzo sympatycznie 🙂

Urzekała mnie, i to naprawdę nie żartuję, uroczystość 20 lecia integracji. Świetny, po prostu świetny występ dzieciaków (macie super zespół 👍), a wystąpienia absolwentów… Po prostu 100% wzruszenia

Sama konferencja też super, dużo z niej wyniosłem.
Szczególnie podobał mi się wykład „jak nie dać się sprowokować” – który zdecydowanie mi się przyda, a prowadzącą go panią psycholog chciał bym ściągnąć do Suwałk z tym samym wykładem, a może i ze szkoleniem.

Wykład o tym jak odróżnić „focha” i tantrum od zaburzeń też świetny, i bardzo potrzebny. My robiliśmy takie wykłady w zakresie ASD (co to jest shutdown, meltdown, jak rozróżnić meltdown od tantrum) – ale tu mieliśmy pełen zakres …problemów…

Ogólnie – jestem zadowolony że byłem – zwłaszcza że zobaczyłem się ze znajomymi (bardzo sympatyczną ekipą z Warszawy, i Pasłęka) 🖖

W tym miejscu chciałem też podziękować Maćkowi za zdjęcia 😊 bo u mnie to zazwyczaj tak że „szewc bez butów chodzi” i zdjęć mam masę, ale rzadko na zdjęciach bywam


W najbliższych planach: kontynuacja wątków „aspik w kuchni”, coś o lękach, jak wpadną to na pewno jakieś zdjęcia.. i przygotowania do konferencji w Lesznie, bo to już niedługo 🙂

Stay tuned 🐱

Reklamy

Gołębie i gawrony

Dziś będzie krótko, bo tylko zdjęcia 🙂

Gołębie, gawrony, trafiło się też parę kawek.
Chciałbym jeszcze „upolować” kruka i orzechówkę, miał bym komplet krukowatych. Ale kruki chowają się jakoś za miastem, a orzechówkę w okolicy widywałem raz na parę lat. No i potrzebuję lepszego zdjęcia sroki.


A już w czwartek wyjazd do Elbląga.

Życzcie mi powodzenia 🙂

and stay tuned 🐱

Konferencja Warszawa 29-30 września

Zeszłą sobotę i niedzielę spędziłem w Warszawie, na konferencji organizowanej przez fundację AleKlasa.

Cóż mogę powiedzieć? Po prostu Ale Klasa! 

Swojego wykładu oczywiście oceniać mi nie wypada (niech to inni robią).
A pozostałe wykłady.. Na prawdę super!
Szczególnie utkwiły mi w pamięci: 
– wykład o współpracy – o tym jak właściwie i efektywnie prowadzić współpracę na liniach specjaliści-szkoła-rodzice-dziecko, i o tym że w takiej współpracy nigdy nie wolno zapominać o dziecku
– dwa wykłady na temat przemocy. System rozwalony (choć tym razem bez flashbacków),  trzeba się było znów składać… ale to sprawy o których koniecznie trzeba mówić

Muszę jednak powiedzieć że najbardziej, nawet bardziej niż kwestie przemocy, tak bardzo mi znane (niestety  ) poruszył mnie wykład Trzech Ojców.
Trzech ojców dzieci ze spektrum. Opowiadali o swoich nadziejach, o szoku gdy okazało się że ich wymarzone dziecko jest w spektrum, o tym jak sobie z tym poradzili, i przede wszystkim – o akceptacji, o budowaniu relacji i o tym jak pomagają rozwijać się swoim dzieciom.

Super sprawa – takich tatów tylko pozazdrościć  

Myślę że jeszcze więcej powiedzą wam relacje bezpośrednie, do poczytania tutaj:
https://www.facebook.com/groups/KonferencjeDlaRodzicow/?__tn__=HH-R
Warto poczytać by wiedzieć jak się fajne konferencje robi 🙂

 

W najbliższych planach: wpis o pieczonej kaczce, kolejna seria zdjęć 😉 i kolejna konferencja. Tym razem Elbląg.

Stay tuned 🐱

ps. dla atencji – zdjęcie Flichy z nowej serii 🙂
20181004-P1010111

Kawki (mk2)

Mój najnowszy pomysł na odstresowanie: polowanie na krukowate z aparatem 😎

W mieście – wiadomo, można upolować kawki i gawrony. Na kruka będę się musiał wybrać dalej. Ale i kawki, i gawrony to wyjątkowo wdzięczne obiekty fotografii.

Jakiś czas temu wypatrzyłem w pobliżu szkoły łaciatą kawkę. Nie wiem jaka to mutacja – na leucyzm nie wygląda, raczej progressive greying 🤔
Polowałem na nią już dość długo i dziś się udało

Zapraszam do oglądania 😃

 


Zaczął się sezon konferencyjny
Najpierw Warszawa (serdecznie zapraszam: https://szkolazzespolemaspergera.evenea.pl/  ), potem Elbląg i Leszno.
Suwalska już w planach, aczkolwiek dalekich – kwiecień, zapewne.

 
Stay tuned
🐱

Wyjazd w góry – podsumowanie

To już ponad tydzień gdy wróciłem z gór.

Ciężko było. Bardzo ciężko. Jak do tej pory nigdy nie musiałem się mierzyć z dzieciakiem absolutnie, ale to absolutnie nieprzewidywalnym, stanowiącym bardzo realne zagrożenie dla siebie i całego otoczenia 😦

Ciężko

Nigdy też nie musiałem się mierzyć z kwestią małego cwaniaczka-złodzieja 🤬

Ciężko…

Tylko nie pomyślcie że wszystkie dzieciaki były takie
Poza tą „szczególnie udaną”💩 dwójką reszta byłą naprawdę fajna i świetnie się z nimi pracowało. 👍

Do tego, cóż… żarcie na wyjeździe… Jeździłem w różne miejsca, bardzo różne – ale takiej maniany i skąpstwa w kuchni dawno nie widziałem. A może i nigdy?
Placki „ziemniaczane” z koncentratu? Serio??? Miseczka rozgotowanego makaronu posypana szczyptą białego sera i dwoma ziarnkami cynamonu???
Kurcze, ludzie, czy zrobienie czegoś dobrego i nie na odwal to aż takie trudne??
Ciekawe czy tylko nas tak potraktowali, czy wszystkich tak traktują? 🤨

Ciężko…

Ale daliśmy radę, i to najważniejsze

Same góry – cudowne. Muszę się kiedyś znów wybrać w Gorce, i pochodzić tak zupełnie na luzie, bez konieczności zwracania uwagi na kogokolwiek 🙂 Tereny Kluszkowce /Maniowy mogę szczerze polecić każdemu fotografowi krajobrazu 🙂  Tylko upewnijcie się że w hotelu do którego się wybieracie dobrze karmią 😉

A teraz, cóż.. powrót do „normalności” 🤨

Zastanawiałem się nad dziwnymi odczuciami jakie mam od przyjazdu… i doszedłem do wniosku że czuję się cholernie samotny 😵 Dziwne… żeby samotnikowi nagle brakowało możliwości pogadania?? 🤔 No nic to, nie pozostaje nic innego niż znów się zamknąć. Innej metody aktualnie nie widzę 😔

Szkoła aka robota… od wejścia poczucie „co ja tutaj robię i jak uciec” 😱 Może później będzie lepiej, ale na razie… czarno to widzę 😦 Gorzej że innych opcji też nie ma…
Nie zostaje nic innego jak zaczekać co czas przyniesie


W najbliższych planach:

Konferencja w WaWie – tak tak, to już za trzy tygodnie 🙂 Prezentacja się tworzy, a tematyką prezentacji oczywiście się tu pojawi

Do tego – piszę artykuł, taki trochę naukowy, trochę wspomnieniowy,
i powoli myślę o konferencji w Lesznie. Na razie w temacie „jak dojechać” 🙂

I jeszcze parę niespodzianek 🙂

Chlebek

Od mniej-więcej trzech lat nie kupiłem praktycznie ani bochenka chleba. Nie, nie dlatego że jestem bezglutenowy, i nie dlatego że chleba nie jadam.

Nie kupiłem – bo lubię chleb, taki prawdziwy, pachnący chlebem, zrobiony z mąki, drożdży lub zakwasu, a nie z tajemniczych ungulantów i innych dodatków do „żywności”.

Tak

Od mniej-więcej trzech lat sam robię chleb 😁

Metodą prób i błędów opracowaliśmy na to sposób prosty, miły i przyjemny, nie wymagający wielkiego zachodu ani czasu. Taki chleb, zawinięty w czystą ściereczkę i trzymany w „chlebaku” , wytrzymuje około tygodnia.

Nie trzeba go nawet zagniatać – wystarczy zwykły najzwyklejszy robot kuchenny.

Jak zrobić taki chleb?

Składniki:
– szklanka kefiru lub maślanki
– szklanka ciepłej wody (może być z kranu 😉
– paczka suchych drożdży (KONIECZNIE suchych – bo te wiadomo jak rosną i na pewno są świeże)
– 2-3 łyżki miodu
– kopiasta łyżeczka soli
– garść siemienia lnianego
– garść pestek słonecznika (łuskanych oczywiście 😉
– szklanką mąki razowej lub grahama
– dwie szklanki mąki białej chlebowej (ja używam Szymanowskiej Chlebowej)

Składniki (najlepiej w kolejności wyżej podanej) wsypać do miski i ubijać robotem, końcówkami z hakiem, około 2 minuty. Ciasto ma być gęste, bardziej geste niż gęsta śmietana, trzeba czuć że robot ma opór.

Przygotować dużą blaszkę-keksówkę: wyłożyć ją papierem do pieczenia. Wlać ciasto do środka, wyrównać drewnianą łyżką. Ciasto się mocno lepi, więc do wyrównania i wyjmowania z miski trzeba moczyć łyżkę w ciepłej wodzie, wtedy odchodzi.

Przykryć ściereczką i odstawić. I zapomnieć 😉 do momentu aż ciasto wypełni prawie całą formę. Kiedy to nastąpi – zależy od temperatury otoczenia. Zazwyczaj trwa do dwóch godzin.

Pieczenie:
– rozgrzać piekarnik do 200 C
– wstawić chleb (na drugi poziom od dołu)
– opryskać chleb i brzegi piekarnika wodą z opryskiwacza kuchennego, zamknąć piekarnik i piec (Uwaga: Od momentu opryskania i zamknięcia, do końca drugiej fazy pieczenia nie otwierać piekarnika! podziwiać przez szybkę 🙂  ) {Jeśli nie macie opryskiwacza kuchennego, możecie wrzucić na dno piekarnika parę kostek lodu, powstanie masa pary i wyjdzie na to samo co oprysk}
– i zostawić na 25 minut
– po tym czasie skręcić termostat do 160 stopni
– i piec kolejne 25 minut

Po upływie wskazanego czasu wyjąc chleb z blaszki, opukać drewnianą łyżką – ma być głuchy odgłos i zapieczony, nie miękki spód i boczki. Jeśli spód lub boczki były by miękkie – włożyć bez blaszki do piekarnika na dodatkowe koło 10 minut.

Miłego eksperymentowania 🙂


W najbliższych planach: relacja z gór 🙂

Stay tuned 🐱