Nowe zdjęcia

Tak, nowe, jeszcze ciepłe 😉

Kreatywność nadal leży, ale trzeba ją szturchać by całkiem nie zgasła i korzystać z każdego lepszego dnia

 

Stay tuned 🙂
🐱

Reklamy

Lęk i panika, część 3.

Czołem

Długo trwało to pisanie, oj długo.. Niestety, jesień-zima to dla mnie ciężki okres, a w tym roku to już wyjątkowo… i niestety kreatywność siada.. Ale nic to 😉

Moje patenty na to jak radzić sobie z atakami paniki i stanami lękowymi

Na początek patenty które moim skromnym zdaniem można stosować bez ograniczeń:

1. Najgorsze jest czekanie

Serio! Czekanie – na dentystę, na egzamin, na wizytę w urzędzie, na wykonanie telefonu, to najgorszy stres, dużo gorszy niż samo zdarzenie. Stresujące sprawy najlepiej załatwiać jak najszybciej –  zauważyłem że popularna prokrastynacja, przekładanie, odkładanie, chodzenie na ostatni możliwy termin wcale nie zmieszają stresu, tylko rozciągają go w czasie, przez co robi się go tak na prawdę więcej. A przecież nie o to chodzi

2. Uwaga na mechanizm Walki/Ucieczki

W naszym mózgu, podobnie jak u wszystkich ssaków, istnieje coś takiego jak mechanizm walki (radzenia sobie)/ucieczki.

Jeśli dana istota stwierdza że napotkana sytuacja jest nazbyt groźna – ucieka. Jeśli nie – rozprawia się z nią.

W zależności od naszych działań wzmacnia się jeden lub drugi typ reakcji.
To znaczy:  im częściej próbujemy sobie poradzić, tym większa szansa że spróbujemy następnym razem. Im częściej się cofamy nawet nie próbując, tym większe prawdopodobieństwo że znów się cofniemy. Tak to – niestety – działa.

Jeśli wiemy że lęk jest nieracjonalny – na prawdę warto go pokonać, albo choć próbować. Wtedy łatwiej jest pokonywać go następnym razem, potem inne lęki, a w końcu zmniejszyć poziom tego wrednego uogólnionego, który nie ma podstaw innych niż dojechany i rozregulowany system nerwowy.

2a.  Warto też zbierać nowe doświadczenia. Warto – przy dobrej kondycji psychicznej i w kontrolowanych warunkach – sprawdzać się.
Dlaczego?
Pomyślcie o sytuacji: skoro nurkowałem w hełmie mimo lęku przed wodą i wspinałem się mimo lęku wysokości – to co, do hydraulika nie zadzwonię? Byle telefon mnie nie pokona 😉

3. Właściwe podejście

A raczej – według współczesnego świata, zupełnie niewłaściwe 😇

 

 

Stoicyzm, Zen, Taoizm.

Rzeczy są jakie są (Lao Tsy). Nie złość się na deszcz że pada, zaprawdę deszczu to nie dotyka (Epiktet). Dude abides (Big Lebowski). „Jeśli możesz coś z tym zrobić, to zrób i się nie przejmuj. Jeśli nie możesz – to tym bardziej się nie przejmuj”

No worries man

Jeśli się nakręcasz, stresujesz – bynajmniej nie zwiększasz swojej szansy na pozytywne załatwienie sprawy. Tak na prawdę te szanse zmniejszasz. Choćby dlatego że w stresie, zwłaszcza przewlekłym mózg gorzej pracuje. Albo w ogóle się wyłącza.

Jeśli strasznie, ale to niezwykle ci zależy – to się nakręcasz i stresujesz.

Osobiście uważam że starczy mieć tyle motywacji by w ogóle się chciało, ale lepiej nic ponad to. Bo wszystko co ponad to powoduje zbędny stres.

Więc daj se luz człowieku   🙂

Jak to praktykować?
Wiecie co? chyba założę podstronę z polecaną literaturą 🙂
A zanim to nastąpi, na razie polecę:
„Spokój to każdy z nas” Thích Nhất Hạnh
„Rozmyślania” Marek Aureliusz
„Stoicyzm uliczny” Marcin Fabjański
„Zhuangzi” Zhuangzi

4. Medytacja  

Myślicie że medytacja to takie siedzenie i gapienie się w ścianę? 😉

Nope, nie o to chodzi 😀

Ogólnie chodzi o bycie tu-i-teraz (nie zajmowanie się przeszłością ani potencjalnymi przyszłościami, ale o skupienie na Teraz) i – właśnie – o skupienie się na tym co się robi. Dokładnie i po prostu – takie bardzo-bardzo głębokie skupienie na tym co się robi.

Przy pewnej wprawie w tym stanie można zmywać, chodzić, stać, myć się, czytać, jeździć samochodem… nawet pić piwo i palić fajki 😉

Pewną odmianą medytacji jest kontemplacja – czyli swoista obserwacja i analiza  obiektu, odczucia, czynności albo myśli.

Inną techniką jest refugium – czyli pozwolenie umysłowi na przyjemne błądzenie, i budowanie sobie w myślach własnych przyjemnych światów. Po latach doświadczeń uznałem ją za najmniej skuteczną z tej trójki. Co ciekawe – kiedyś było zupełnie odwrotnie

Stosowanie tych technik na prawdę bardzo, ale to bardzo uspokaja. Nie do końca wiem dlaczego, czy jak to działa – wiem tyle że działa.  A skoro działa – to warto stosować 🙂

Zwłaszcza że to techniki całkowicie neutralne światopoglądowo (co dla niektórych osób może być ważne) i można je brać i od Świętych i Ojców Kościoła, i od mistrzów Zen.
{Tak w sumie – napisać o takich technikach? Ktoś będzie chciał poczytać?}

 

Tu muszę powiedzieć jedno – wymienione powyżej techniki nie działają od razu. Wymagają stałego praktykowania, stałego podtrzymywania. Na pocieszenie powiem że im dłużej się je stosuje, tym staje się to bardziej oczywiste, łatwiejsze, instynktowne, tudzież odruchowe. I jest luzik 😉 W końcu


 

A teraz sprawy  na które lepiej uważać

5. „Szamanizmy”

„Zrobię to-i-to, „. „Sprawdzę to-i-to”, „Wezmę ze sobą to-i-to” wtedy poczuję się lepiej.. Sprawdzę czy zamknąłem drzwi do domu.. I jeszcze tylko raz sprawdzę.. Zrobię plan awaryjny. I jeszcze jeden. Wezmę to bo może się przydać. I jeszcze to. I wózek by to wozić… A czy gaśnica w każdym pokoju to dobry pomysł? Ale czy jedna wystarczy?

Powiem wam coś. Był taki okres w moim życiu ze wszędzie – WSZĘDZIE – do sklepu, na miasto, na uczelnię – chodziłem z prawie 40l plecakiem. W plecaku był tarp, śpiwór, żarcie, nóż, menażka… zapałki, rozpałka… ciepły sweter… apteczka…. Tak na wszelki wypadek oczywiście. Gdyby COŚ się stało..

To mi dodawało  …”pewności”… 🤔 dawało jakąś taką „wyspę bezpieczeństwa” w niezrozumiały, niepewnym, nieprzewidywalnym świecie
A zaczęło się niewinnie, od zastanawiania się co by było gdyby, i „może wezmę nóż i zapałki w plecak… i może jeszcze coś do jedzenia, tak na wszelki wypadek”.  I wiecie co? Jak to się rozbujało, ze dwa lata mi zajęło by to poprostować, i dojść do takiego bardziej „normalnego” poziomu

Takie zachowania warto obserwować – czy jeszcze są racjonalne pomysły, czy już rządzą lęki. Takie „szamanizmy” to nie jest metoda na radzenie sobie z lękami. To jest swego rodzaju uzależnienie, w dodatku nakręcanie lęków – aż do wystąpienia na prawdę paskudnych objawów. Na przykład zaburzeń kompulsywnych, albo psychoz – one też mają podłoże lękowe.

6. Leki 

Tak, leki pomagają, a w niektórych wypadkach są niezbędne.
Jeśli nie wyrabiasz, masz silne lęki, deprechę, lub tym podobne – na prawdę warto szukać dobrego speca, a jak się już znajdzie, to się go trzymać i brać co zaleci tak jak zaleci. Dobrego – czyli takiego który zna się i ma doświadczenie w leczeniu ludzi ze spektrum. Nas się leczy trochę inaczej niż NTów, i nie każdy lekarz sobie poradzi. Nawet taki który ma wielkie sukcesy w leczeniu NTów. (O tym też zawsze warto pamiętać – jeśli jeden spec wam nie pomaga, nie widać poprawy albo skutki uboczne są za duże, na prawdę warto szukać lepszego)

Co do samych leków. Nie chcę przynudzać, ale… Na litość, pamiętajcie! Leki TYLKO w konsultacji z dobrym lekarzem! TYLKO! Z lekarzem.

Dr Google to zdecydowanie nie lekarz. Szwagier pani z warzywniaka czy kolega z pracy jeśli nie mają przy nazwisku minimum „lekarz medycyny” to nie lekarz. Grupa na FB to nie lekarz – aczkolwiek w tych dobrych warto popytać o sprawdzonych dobrych lekarzy. Ja to też nie lekarz – dlatego mogę powiedzieć jakie leki działają na mnie, ale nie powiem „bierz takie” tylko zawsze „chcesz, zapytaj o nie swojego lekarza”.

7. I nieleki

O lekach bez konsultacji z właściwym lekarzem, o gorzale, i o wszelkich innych nielegalnych lub na lewo zdobytych powiem tyle: jeśli komuś z czytających ten text choćby przychodzi do głowy by „leczyć” lęki w taki sposób… to sorry gościu, JUŻ masz ogromny problem! Biegusiem do lekarza! Tego prawdziwego. I nie żartuję. Stosowanie takich środków na lęki załatwi cię dużo szybciej niż stosowanie ich „rozrywkowo” – czyli na prawdę bardzo szybko.

7. Zamiana lęków w agresję

To nie jest dobra metoda. To jest bardzo zła metoda.
Fakt, jest to metoda która działa, bo kiedy człowiek jest wkurzony przestaje się bać (przestaje się też smucić/mieć doła). Tyle że stan wkur___, zwłaszcza permanentnego, błyskawicznie wyniszcza, izoluje społecznie, przyczepia łatkę niebezpiecznego zjeba (czasem na trwałe), nie likwiduje jakichkolwiek przyczyn lęków… w dodatku te lęki  podkręca i wytwarza nowe.
(Nie wierzycie że podkręca i wytwarza? To wyobraźcie sobie sytuację kolesia który nosi nóż w kieszeni, bo ma lęki (w takiej sytuacji często wyparte lub nieuświadomione). Co w końcu pomyśli taki koleś? Że ulice mogą być pełne kolesi z nożami 😱 I co zostaje w takim przypadku? Drugi nóż? Maczuga? Pistolet? Armata???)

Tak tak, masa ludzi wysoce agresywnych kryje w taki sposób lęki.


 

Gdy już dzieje się źle. Czyli gdy pojawi się atak lękowy

8. „Techniki oddechowe”

Mądrutko brzmi, nie 😉

A tak na prawdę chodzi i powolne, przeponowe, powolne, głębokie oddychanie. Poooowoooli i głęboooko.
Czasem wystarczy jeden-dwa takie oddechy, czasem trzeba więcej.
Dobrze to działa w połączeniu z technikami medytacyjnymi. A działa z tego co wiem na zasadzie sprzężenia zwrotnego – oddech pod wpływem adrenaliny przyśpiesza i się spłyca, więc zwolnienie go świadomie zbija działanie adrenaliny.

9. Odcięcie bodźców

Wygłuszenie, wyciemnienie, otulenie. Wyjście i zmiana otoczenia. Zawsze dobry pomysł u osób z ASD

10. Przyciśniecie

Kołderka obciążeniowa. Albo śpiwór. Albo jak ktoś ma i lubi – dociśnięcie przez inną osobę. Objęcie samego siebie i przyciśniecie. Pomaga. Uspokaja.

11. Zastosowanie metody Jacobsona 

Metoda ta to kolejne napinanie i rozluźnianie kolejnych grup mięśni. Myślę że tak jak powolne oddychanie działa na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Trzeba na nią trochę uważać jeśli ma się duże tendencje do skurczów mięśni, ale zazwyczaj działa bardzo dobrze.

12. Powrót do pkt 3 i 4 😉 

 

Mam nadzieję że komuś się te moje przemyślenia i doświadczenia przydadzą. Nie obiecuję że nowy wpis będzie jakoś bardzo szybko. Postaram się, ale nie obiecuję. Zobaczymy jak będzie z kreatywnością 😋

 

Na koniec, by uniknąć protestów 😉

Will be continued, stay tuned 🐱

Melduję się

I na razie powiem tylko tyle, bo na tyle starcza mi kreatywności 😉
Jutro ostateczne zaliczenie oligo, praca napisana, zatwierdzona, wydrukowana… więc może uda się trochę ogarnąć i skończyć ten text o lękach. Zwłaszcza że w kolejce czeka streszczenie wyników z pracy.

A żeby nie było tak sucho – parę fot dziwnych

🐱

Sen zimowy

Czołem

Nie, to jeszcze nie będzie ten duży wpis. To będzie tylko wpis pokazujący ze blog (jeszcze) żyje i ja też (jeszcze) żyję 😉

Niestety ostatnio mój dzień wygląda tak: śpię, wstaję do pracy, wracam, śpię, załatwiam najważniejsze, śpię dalej. Czyli w zasadzie typowe objawy depresji sezonowej – z jednym chwalebnym wyjątkiem: tfu odpukać brak jakichkolwiek spadków nastroju. Powiem nawet, nastrój utrzymuje się na poziomie przyjemnym, acz lekko zamulonym.
Nie było by w tym nawet nic złego, gdyby nie to że do 28 muszę oddać pracę… a kreatywności mam +/- tyle co śpiący kot 😛

I niestety zero pomysłów na to jak ten stan przerwać… poza tym by zaczekać do wiosny…

W sumie nawet bał bym się go przerywać, bo lepsza senność i brak weny niż dowolny dół

Z mojej permanentnej senności najbardziej korzysta Felicha, która wykorzystuje mnie jako tapczan – nie żebym miał cokolwiek przeciwko 🙂

Do (oby rychłego) usłyszenia 🐱

Koteł

Czołem

Postanowiłem że nie będę się rozpisywać o tym że nie jest dobrze (a zdecydowanie nie jest), ani o moich osobistych dołach. Zastanawiam się czy by nie napisać o depresji ogólnie… ale to dopiero gdy skończę trzecią część o lękach.

Na razie melduję że żyję i jakoś tam funkcjonuję

No i macie zupełnie nowe zdjęcie koteła 😉

DSCF5174

Stay tuned 🐱
(i oby ten dół + niemożność twórcza szybko przeszły)

Lęk i panika, część 2.

Co z biologicznego punktu widzenia dzieje się w sytuacji stresowej?

W naszym układzie nerwowym funkcjonują dwa wielkie podukłady: współczulny i przywspółczulny. Ich działania uzupełniają się: jeśli jeden wywołuje pobudzenie: drugi hamuje. Jeśli jeden powoduje skurcz – drugi rozluźnienie. I tak dalej.

Układem odpowiedzialnym za reakcję na stres i przygotowanie do akcji walki lub ucieczki, jest układ współczulny, i jego główny neuroprzekaźnik: adrenalina.

W momencie wyrzutu adrenaliny:

  • następuje rozszerzenie źrenic. Do pewnego stopnia poprawia się widzenie do przodu i zdolność oceny odległości – ale zmniejsza się widzenie peryferyjne, czasem do tego stopnia że pojawia się widzenie tunelowe. Przy gwałtownej reakcji w polu widzenia mogą pojawić się też plamy, zazwyczaj czerwone lub czarne.
  • rośnie akcja serca i tzw. wydolność minutowa
  • rośnie częstotliwość oddechu, a oddech się spłyca
  • główne naczynia krwionośne rozszerzają się, a drobne (podskórne, i te w kończynach) kurczą się. Stąd poczucie „zimnych dłoni” (i stóp). Stąd również znaczne ograniczenie motoryki małej przy pewnej poprawie wielkiej. Dlatego właśnie w stresie można szybciej biegać czy dźwignąć większy ciężar, ale trudno wykonywać precyzyjne ruchy (takie jak zapięcie guzika, zapalenie zapalniczki, itp). Czasem jest to w ogóle niemożliwe.
  • zwężają się też naczynia krwionośne układu pokarmowego i hamuje ruch robaczkowy w jelitach – dlatego mogą pojawić się mdłości, brak łaknienia, kłopoty z trawieniem.
  • zmniejsza się też, a nawet zanika produkcja śliny – stąd suchość w ustach w stresie
  • silnie rośnie poziom glukozy we krwi (co bywa groźne dla osób które muszą go utrzymywać w sanie równowagi)

To wszystko reakcje przebiegające poza kontrolą świadomości, można powiedzieć – automatycznie. A jako że przebiegają poza kontrolą świadomości – samą świadomością (siłą woli, jak zwał tak zwał) nie da się ich bezpośrednio kontrolować. Da się za to zrobić to pośrednio, sposobem – o czym później.

Jak by tego było mało silny stres zaburza funkcjonowanie ośrodkowego układu nerwowego: pojawiają się problemy z koncentracją, logicznym myśleniem, pamięcią, nadwrażliwość  na bodźce. Mogą nawet pojawiać się halucynacje (wzrokowe, słuchowe, dotykowe), poczucie derealizacji, depersonalizacji – albo „popadania w obłęd”. Nadmierne pobudzenie powoduje też kłopoty z zasypianiem i płytki sen. Może też pojawić się „oniemienie” czyli atak mutyzmu.

Organizm ma możliwość utrzymywać się w stanie takiego DEFCON 1 tylko przez pewnie określony, krótki czas. Potem na jakiś czas władzę musi przejąć układ przywspółczulny, odpowiedzialny za regenerację. Pojawia się uczucie silnego zmęczenia, czasem aż do otępienia. I pamiętajcie – to TYLKO reakcja na wyrzut adrenaliny! Do tego dochodzą koszta braku snu czy niezdolności do podejmowania dobrych decyzji!

Jeśli sytuacja regularnie się powtarza, pojawia się wyczerpanie, a potem wyniszczenie organizmu – co w końcu doprowadzi do całej masy kolejnych zaburzeń.

Brzmi znajomo? Jak dla mnie tak.

W dodatku – zawsze bierzmy poprawkę ze osoby z ASD są narażone na wyższe poziomy stresu, i częstsze pojawianie się stresorów niż osoby neurotypowe. W końcu od okresu noworodkowego uczymy się że świat jest groźny, poza tym za głośny, za jasny, i śmierdzący; a ludzie to w ogóle są groźni i nieprzewidywalni.
(A teraz pomyślcie jeszcze o sytuacji osób po ciągle niestety modnej behawiorce – które starano się nauczyć „prawidłowych” reakcji okrutnie poddając je działaniu bardzo silnych stresorów i poczucia zagrożenia!)

Dobra, obgadałem część fizjologiczno-neurologiczną – krótko, ale mam nadzieję że zrozumiale.

Po co to wszystko? Ano po to że świadomość – i to taka bardzo głęboko zakodowana świadomość! – tego Jak To Działa – pomaga sobie radzić w chwilach gdy właśnie TO zaczyna działać.  Pomaga też wyuczyć (wytresować 😉 )organizm by działał w sposób bardziej adekwatny, bardziej stonowany i mniej szkodliwy dla siebie.

Ale o tym będzie w kolejnym odcinku 🙂
(tym razem postaram się zmobilizować mój zdewastowany organizm tak by ten odcinek pojawił się szybciej)

Stay tuned! 🐱

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

Parę słów o GAD i PTSD. część 1.

When your voice breaks up
But you want to scream
When you want to wake up
But it’s not a dream
Are you scared?

When you want to run
But your legs are numb
And the taste of death
Dances on your tongue
Are you scared?

Zdradzę wam smutną prawdę: masa, ale na prawdę masa dorosłych z ASD ma zespół stresu pourazowego (PTSD), i/lub zaburzenia lękowe (GAD).

Skąd to się bierze?

Myślę że powody są dwa:

  1. Niestety, w porównaniu do neurotypowych, jesteśmy statystycznie bardziej zagrożeni nie tylko „zwykłymi” wypadkami, ale też jest większe prawdopodobieństwo że padniemy ofiarą  nękania, przemocy, czy przestępstwa.

    Spójrzcie na czynniki sprzyjające powstaniu PTSD. To między innymi:

    1.  traumy w dzieciństwie
    2. brak wsparcia ze strony bliskich lub środowiska rówieśniczego
    3. poczucie braku kontroli
    4. otrzymanie diagnozy ciężkiej choroby
    5. bycie ofiarą ciężkiego przestępstwa,
    6.  znęcania, mobbingu
    7. działań wojennych
    8. lub katastrofyBrzmi znajomo? Według mnie jak najbardziej.

      Cytując moją lekarkę „często gdy rozmawia się z dorosłym z ASD, ma się mocna wrażenie że rozmawia się z weteranem wojny, a może i paru wojen”…

  2. Powtarzające się – często codziennie – mini i mikro traumy psychiczne, wywołane przez codzienne kłopoty, kłopoty sensoryczne, itd, itp, nawet jeśli same w sobie niewielkie, w końcu łącznie przekraczają zdolności regeneracyjne organizmu… i niestety organizm zaczyna się sypać… A gdy już zacznie się sypać, to coraz gorzej radzi sobie z regeneracją, więc jeszcze szybciej się sypie… Ot taka tak zwana „spirala śmierci”

I, niestety, po jakimś krótszym czy dłuższym czasie, pojawiają się objawy.


Zwykle gdy ktoś słyszy „zaburzenia lękowe” – myśli że „ktoś się boi”.
Czasem faktycznie tak bywa – może pojawić się lęk przed śmiercią, chorobą, zostawianiem bliskich, zwariowaniem… w zasadzie przed czymkolwiek… do tego mogą pojawić się praktycznie dowolne fobie. A prócz powyższych – falshbacki – momenty gdy organizm jeszcze raz przeżywa najpaskudniejsze momenty, zazwyczaj przypominając je sobie ze wszelkimi szczegółami i emocjami…

Paskudne, prawda?
Tylko wiecie co? To nie jest takie złe jak się wydaje. Gdy pojawiają się takie określone lęki, wchodzące na poziom świadomości – człowiek szybko się orientuje że to właśnie o lęki chodzi, i zaczyna coś z tym robić – na przykład szuka pomocy.

Gorzej gdy psychiczna dewastacja nie daje takich oczywistych objawów.

Mogą pojawić się skurcze mięśni (zarówno szkieletowych jak i gładkich), najróżniejsze bóle, kłopoty z oddychaniem, kołatanie serca, skoki ciśnienia (zarówno w górę, jak i w dół), wzrost tętna spoczynkowego, kłopoty z przełykaniem, pojawiające się niby znikąd zimne poty czy uderzenia gorąca. Bardzo często sny zmieniają się w koszmary. Albo człowiek budzi się nagle w nocy w stanie totalnej paniki, i sam nie wie dlaczego się tak stało.
Może też pojawić się nadmierna drażliwość, nadpobudliwość, wybuchy agresji, a u osób z ASD – większe skłonności do shutdownów i meltdownów.

Jeśli takie obajwy się pojawiają – trzeba działać.
Bo i PTSD, i GAD na dłuższą metę wykańczają. Tak po prostu. Nie tylko psychicznie – po pewnym czasie zaczyna siadać serce, trawienie, odporność… w zasadzie wszystko.


Co z tym fantem robić?
O tym w następnym wpisie, który już niedługo

Keep strong!

 

🐱

ps. żeby nie było kolejnego marudzenia że bez zdjęć: macie mufę 😉

IMG_2190