Są takie książki…/ There are books…

dnia


(Scroll down for English translation)
Są takie książki które, jak to mówią, ryją beret.

Dla mnie ostatnią taką była The Lords of Silence

Niby takie nic wielkiego, taka historia z universum W40K, opisująca działania grupy oddanej jednemu z Bogów Chaosu – Nurglowi. Bogowi zarazy, entropii, ale i odrodzenia, i przetrwania.
Patrona „tych, którzy chcą przetrwać, stać się na tyle twardzi, by poradzić sobie z trudnościami i możliwościami, jakie stwarza niebezpieczny świat”.
Takiego, który nie gwarantuje że „Jeszcze będzie przepięknie, Jeszcze będzie normalnie” bo NIGDY JUŻ NIE BĘDZIE – ale gwarantującego że już nigdy nie będzie boleć, będzie dużo czarnego najczarniejszego humoru i znajdzie się siła by leźć do przodu. Więcej siły niż ktokolwiek by się spodziewał.
A do tego każdy będzie się mógł zająć swoim świrunkiem i obsesjami.

I śmieszna może sprawa, trafiły się takie fragmenty jak by do mnie napisane.
„{Primarch} nigdy nie pozwolił nam oczyścić brudu z naszych zbroi. Z czasem przestaliśmy tego chcieć. Tak to się zaczyna: najpierw to ignorujesz. Potem to akceptujesz. Potem, w końcu, jesteś przez to definiowany”

Prawdopodobnie od 30 lat żyję sobie z nawracającą depresją. Do tego od urodzenia z ASC {na co bynajmniej nie narzekam, ponieważ uważam że ilość benefitów powalająco przekracza ilość problemów}, jak się okazało jeszcze z dysforią, na to wszystko nawaliło się PTSD. Bo dlaczego nie?

Mogę powiedzieć że w zasadzie żyję na mechanizmach obronnych i dzięki tym mechanizmom {dodam: samodzielnie skleconych mechanizmach obronnych, przecież jakakolwiek pomoc to haha i w ogóle}, bo jak to słusznie zauważył Krzysztof Tokarski (którego short filmy bardzo tu polecam), w normalnych warunkach depresja zabija.
Mnie prawie wykończyła dwa razy – ale każdym razem się podniosłem… Dziwniejszy, bo przecież co cię nie zabije, to cię ….udziwni… …ale i bardziej odporny. Dużo, dużo bardziej odporny.

I wiecie co? Czasem się nad tym zastanawiam… I nawet nie wiem jak by to było bez tego całego gunwna i syfu na pancerzu, nie wspominając nawet że bez tego pancerza. I bez czarnego humoru 😆 Czy gdyby tak się tego pozbyć – to jeszcze było by „Ja” – czy coś innego?
…Potem to akceptujesz. Potem, w końcu, jesteś przez to definiowany…

Śmieszna sprawa – nawet wewnętrzny przymus katalogowania wszystkiego, opisany u dwóch z bohaterów książki tak bardzo do mnie przemawia 😆 Przecież nie można spać jeśli się nie sprawdzi paru dziwnych niepotrzebnych faktów, i powiązanych z nimi innych faktów… A w zasadzie to jak się uruchamia parowóz? O, jest info jak się przycina krowom kopyta… Muszę to zobaczyć, bo nie da mi spokoju… 🤔

Może faktycznie zamiast chcieć nie wiadomo czego, robić sobie wielkie plany, nadzieje – skupić się na bardziej przyziemnych kwestiach. Na przykład takich co robić by przetrwać i jeszcze mieć z tego fun. Nawet jeśli ten fun oznacza bardzo czarny humor 😏
Robić swoje, bawić się, i nie przywiązywać za bardzo, bo w końcu…
…”istnieje hierarchia, nawet w całej wielkiej grze. Pożądanie, wiedza, gniew – to są rzeczy mniejsze, podrzędne, te, które przyszły później. Przed nimi wszystko było rozpaczą, i wyzwoleniem, i powolnym rozpuszczeniem się w spoczynku i niepamięci. To było to, co przyszło pierwsze, to pierwotna zupa z której powstało wszystko inne, tylko po to, by unosić się nad nią jak duchy. W końcu entropia znów zwycięży. W końcu każdy świat stanie się Planetą Plagi, a fala rozpadu ponownie uderzać będzie w fundamenty rzeczywistości, topiąc wszystko inne…”

To tyle z moich przemyśleń 🙂

Good night – good luck 😉

Ps. A w przygotowaniu mini-recenzja kolejnej książki która ryje beret: Kwiaty dla Algernona 🙂
Jak ktoś pomyśli że Lords of Silence to deprecha, niech przeczyta Algernona. Ale o tym później


There are books that, as they say, can stir up your mind

For me the last one of such was The Lords of Silence

It seems like nothing big, a story from the W40K universe describing the activities of a group dedicated to one of the Gods of Chaos – Nurgle. The god of pestilence, entropy, but also rebirth and survival.
The patron saint of „those who want to survive, become tough enough to cope with the difficulties and opportunities of a dangerous world”. One that doesn’t guarantee that one day „It will be beautiful, It will be normal” because it will NEVER be – but guaranteeing that it will never hurt again, there will be a lot of blackest gallows humor and there will be strength to go forward. More strength than anyone would expect.
And for that, everyone will be able to pursue their crazy and obsessive behavior 😉

And maybe it’s a funny thing, but I found fragments like written directly to me.
” He {Primarch} never let us clean the grime off our armor. In time, we stopped wanting to. That’s how it starts: first you ignore it. Then you accept it. Then, finally, you are defined by it.”

I have probably been living with a recurring depression for at least 30 years. Also I was born in autism spectrum {I don’t complain about that, because I think thata in my case the number of benefits is staggeringly higher than the number of problems}, but also, as it turned out with dysphoria…. And then came PTSD… Because why not?

I can say that I basically live on defense mechanisms and thanks to these mechanisms {addam: self-assembled defense mechanisms. After all, any professional help is „haha try to get it” and all}, because as Krzysztof Tokarski (whose short films I highly recommend here) rightly noticed, depression kills.

I nearly killed me twice…. but every time I got up… Weirder, because what doesn’t kill makes you weirder ……. …but also more resilient. Much, much more resilient.

And you know what? Sometimes I think about it… And I don’t even know what it would be like without all that gunwash and shit on the armor, not to mention that without that armor. And without the black humor 😆 If we get rid of this, would it still be „I” or something else?
…Then you accept it. Then, finally, you are defined by it…

Another funny thing – even the internal compulsion to catalog everything, described in two of the book’s protagonists, appeals to me so much 😆. After all, you can’t sleep if you don’t get a few strange, unnecessary facts, and other related facts… How do you actually start the steam engine? Oh, there is information on how to cut cows’ hooves… I definitely have to see that 🤔

Maybe in fact, instead of wanting greatness, making big plans, hopes – it is better to focus on more mundane issues. For example, what to do to survive and still have fun with it. Even if this fun means very black humor 😏
Do your job, have fun, and don’t get too attached, cause in the end…
…”there is a hierarchy, even in the whole Big Game. Desire, Knowledge, Anger – these are the smaller things, the inferior things, the ones that came later. Before them all was despair, and liberation, and slow dissolution in rest and oblivion. This was what came first, the primordial soup from which everything else was made, only to float over it like ghosts. Finally, entropy will win again. In the end, every world will become the Plague Planet, and the waves of entropy will once again hit the foundations of reality, melting everything…”

So much for my thoughts 🙂

Good night – good luck 😉

Ps. In preparation: a mini-review of another book that stirs up the brain: Flowers for Algernon
If someone thinks that Lords of Silence is a depressing one, let him read Algernon. But about this – later

Jeden komentarz Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.