Jedenaście w skali Beuforta

Kołysał nas zachodni wiatr, 
Brzeg gdzieś za rufą został. 
I nagle ktoś jak papier zbladł: 
Sztorm idzie, panie bosman! 

A bosman tylko zapiął płaszcz 
I zaklął: – Ech, do czorta! 
Nie daję łajbie większych szans! 
Dziesięć w skali Beauforta! 

U mnie… cóż… powiedział bym, w porywach 11 w 12 stopniowej skali. Cóż… Pancernik Green przechodził przez gorsze rzeczy… Więc byle do wiosny…

Znacie „teorię 12 łyżek”?
To ta która zakłada „na każdy dzień masz 12 łyżek „energii”, wszystko co robisz kosztuje ileś energii, od ciebie zależy jak to wykorzystasz. Oczywiście możesz próbować pożyczyć z dnia następnego, ale prędzej czy później będą z tego kłopoty”.

I tak, autorka „teorii” opisuje:
– wstanie z łóżka – to 1 łyżka
– doprowadzenie się do stanu akceptowalnej używalności społecznej – 2
– zjedzenie czegoś – 1
– praca – 3 do 5
…et cetera, et cetera….
Ile zostaje po tym gdy zrobi się to co się musi zrobić?

O „teorii” możecie sobie o tym poczytać choćby tutaj:

https://www.theodysseyonline.com/an-open-letter-to-the-boy-dating-girl-with-anxiety

czy tutaj:

https://denochkinga.blogspot.com/2018/05/dworcowa-awka-ratujaca-zycie-i-teoria.html 
Z dodatkowymi infografikami (których jako kulturalny internauta postanowiłem nie „pożyczać”) i opisami

W sumie przypomina to bardzo teorię którą sam sobie kiedyś złożyłem, „teorię budżetu psychicznego” – co pokazuje że ciężko jest w dzisiejszych czasach wymyślić coś czego nikt wcześniej nie opisał.

Oczywiście nie tylko codzienne czynności kosztują.
Jeśli jesteś osobą ze spektrum, masz depresję, jakąś chroniczną chorobę – do budżetu musisz dopisać dodatkowe trudności: ból, depresję właśnie, niepokój, nadmierne-myślenie, OCD, ataki ciężkiego perfekcjonizmu, problemy z sensoryką. Do tego dochodzą kwestie czysto losowe, i te lepsze, i te gorsze.
Jeśli ich nie uwzględnisz, cóż… organizm „spłaci je” z automatu, i wystawi rachunek 😕
W pewnym momencie okaże się że już nie ma z czego pożyczać… i pojawi się meltdown, załamanie nerwowe, albo taki ból psychiczny że nie dasz się rady podnieść z wyra. …albo, co gorsze, organizm znajdzie sobie inne „źródełko” do spłaty – i pojawią się choroby.

Tak tak, warto pamiętać że chroniczne obciążenie psychiczne – takie chroniczne „długi psychiczne” – bardzo szybko odbijają się na fizycznym zdrowiu. W najróżniejszy, czasem najdziwniejszy sposób.

I TAK – nawet gdy dbasz o siebie i nie wspomagasz się takimi środkami dopingującymi jak fajki, kawa, pizza, burgery czy coś gorszego – też się odbiją. Sorki, ale tak to działa. Jak jesteś ciągle przeciążony psychicznie, nie masz najmniejszej gwarancji że nie posypiesz się zdrowotnie szybciej niż twój znajomy który pali, żłopie kawę, i nie stroni od jakiejsik sety przy okazji.

…albo… co jeszcze gorsze – pojawią się natrętne myśli by rzucić to wszystko w pi_____, by wyrwać wtyczkę z matrixa, …ale o tym może kiedy indziej

Co z tym fantem zrobić?

Przede wszystkim – wiedzieć że jest. Nauczyć się choćby w podstawowym stopniu planować, wiedzieć co obciąża, co może dodać energii, które okresy są gorsze, które lepsze. Nauczyć się że często warto, ba – warto, trzeba odpuścić, by potem pójść dalej. Czasem nawet trzeba się cofnąć. Nauczyć się jak tworzyć sobie „kotwice”, „asekuracje” które pomogą wspiąć się w przyszłość, albo złapią gdy będzie bardzo źle.
Tu nie ma gotowych patentów – co zadziała na mnie, nie musi na ciebie, i odwrotnie.
(Taki przykład – dla mnie harsh EBM, dark industrial, aggrotech czy black metal to muzyka relaksacyjna, pomagająca na doły. Z kolei to co ludzie uwielbiają, te różne popy, relaksacje, smooooooth jazz’y i ambienty – u mnie wywołuje wkur___ i odruch wymiotny. Jeden lubi pójść w las – inny do klubu. Musisz sam znaleźć własne patenty, sam dla siebie 🙂 )

A jeśli wszystko zawodzi – wypada poszukać pomocy speca i dobrych przyjaciół, i to zanim wszystko się posypie.

3majcie się
i oby do wiosny 😉

Stay tuned 🐱

3 komentarze Dodaj własny

  1. Nie wydaje mi się, żeby zdrowi mieli nieograniczony zasób łyżek. Po prostu mają ich więcej, trudniej im dojść do limitu, ale ten limit zawsze istnieje.

    Mój lekarz prowadzący na opis zaszycia się w domu i nieodzywania do nikogo przez tydzień nie zareagował typowym dla naszej kultury łojezu, że sama się wpędzam w depresję i mam się ruszyć. Doczekał do zdania: po tygodniu byłam w stanie wyjść z domu i zrobić zakupy, a wczoraj nawet pojechałam do pracy. I zadeklarował gotowość wystawienia zwolnienia jeśli będę potrzebowała więcej.
    Bo moje „lenistwo” to tak naprawdę instynkt samozachowawczy.

    Polubione przez 1 osoba

  2. sylwiaiwan pisze:

    Łączę się w bólu, jednakowoż zaznaczę, że w naszym kraju zabrakło właśnie Deprimu – nie ma w żadnej aptece, ani w hurtowni. Jedyny taki bez recepty) – tak dla pocieszenia :D, nie jesteś sam na tym łez padole. My też walczymy, głównie ze zmęczeniem – tym w głowie. Z czasem nauczyłam się robić dłuższe przerwy, albo pisać do upadłego, żeby nie myśleć o „bezsensie” istnienia. Ale gdy wiosną przylecą ptaki – udawanie szczęścia przychodzi łatwiej 😀 – 3maj się, nie daj się 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.