Na upał

Upał upał

Dziś na balkonie +35 stopni. Wytrzymać ciężko. Jedyne na co ma się ochotę to mineralna z tonikiem, plus ewentualnie lody.

Ale nie narzekam 🙂 Już za pół roku będziemy narzekać na mrozy – albo przynajmniej mieć nadzieję ze zimy nie będzie.

A na razie, dla ochłody: zima na Suwalszczyźnie 😀


W najbliższych planach: kontynuacja cyklu o kuchni. Na początek – rzeczy bez których w kuchni bym sobie nie poradził, a w „neurotypowej kuchni” raczej się ich nie znajdzie

Stay tuned 🐱

Reklamy

Sernik gotowany

Jakieś 700 lat temu odgrażałem się że zacznę z tematyką kuchenną.

Czas zacząć 😀

Na dobry początek: moje ulubione „ciasto” – sernik gotowany. W naszej domowej całkowicie autorskiej wersji – bez sera 😁

Potrzebny sprzęt:
– garnek do którego nie przywiera (dowolny – z powłokami, stalowy, byle tylko nie przypalał)
– duża drewniana łycha
– coś by wymieszać masę, i dla leniwych mikser

Składniki i proporcja podstawowa:
– masło 1 kostka (250g)
– 4 jogurt gęsty (im gęstszy tym lepszy), w gramaturze 400 lub 500g
– 4 budynie waniliowe bez cukru
– 4 jajka
– 1/2 szklanki cukru – ja nie lubię słodkiego, więc jak lubicie to dajcie więcej
– opcjonalnie jakieś bakalie (skórka pomarańczowa, rodzynki, żurawina, co lubicie)
– opcjonalnie herbatniki na spód
– opcjonalnie czekolada do polania

Jeśli chcecie zrobić spód z herbatników, trzeba od razu wyłożyć nimi naczynie na sernik. Potem zabraknie czasu. Herbatniki są całkowicie opcjonalne, ja ich nie biorę i jest spoko 🙂

Składniki na masę (bez masła!) trzeba wymieszać dokładnie w misce.
Masło do garnka i na średni ogień. Gdy się rozpuści – wlać masę i od razu mieszać. Cały czas mieszać „skrobiąc” łyżką po spodzie garnka (dlatego musi być drewniana).
W trakcie podgrzewania w masie najpierw pojawią gródki, potem znikną, masa zrobi się gładka, a potem zaczną się w  niej pojawiać bąble, zacznie robić pufff-puff i zacznie oddzielać się od garnka.
Wtedy trzeba ją przelać do przygotowanego naczynia. A gdy ostygnie – można polać czekoladą.

Taki „sernik” jest bardzo smaczny, i o wiele lżejszy od zwyczajnego.  Ciężko uwierzyć że nie jest robiony z „prawdziwego” sera.

Kiedyś liczyliśmy ile czasu zajmuje zrobienie takiego sernika. Od chwili wyjmowania do momentu odstawienia do stygnięcia wyszło 20 minut 🙂

 


To pierwszy przepis z serii, postaram się by było ich więcej. Myślę też że dam parę porad z cyklu: „jak sobie radzić w kuchni”, bo przy ciut popsutym SI i choćby małej ataksji różnie to bywa, a mam na to parę moich patentów 😉

W planach?  Się zobaczy 🙂 Na pewno jakieś zdjęcia się trafią

Stay tuned 🐱

Dlaczego to wszystko

W necie kolejna g___ burza 😣
Tym razem z leitmotivem „a co te ZUE selfadwokaty wiedzo o ałtyzmie, jakie majo do tego prawo” 😵

 

Wiec wlaściwie jakim prawem ja się wypowiadam?

Po pierwsze – prawem osobnika który został o to poproszony.
Przez więcej niż jedna osobę. Przez osoby które przychodzą do mnie, albo piszą (rzadziej dzwonią, bo ja rzadko odbieram telefony) i przekonują mnie że mam w temacie ASD coś ciekawego do powiedzenia. I że warto bym gdzieś poszedł, albo pojechał, często na drugi koniec kraju, i o tym opowiedział. Przekonują – bo mi ciągle ciężko w to uwierzyć. Przekonały mnie również do założenia i prowadzenia tego bloga.

Po drugie – prawem weterana.

Zajmuje się ASD i SI od cholernych 40 lat, 7 dni w tygodniu po 24h na dobę. Do tego zaburzeniami lękowymi co najmniej lat 24, i depresją nie mniej niż 31. Również 7 dniu w tygodniu i 24h na dobę.
Kombinuję, wymyślam, czytam, uczę się, robię eksperymenty – na sobie.
Kiedyś po to by zwyczajnie przeżyć, a od kiedy zająłem się pomaganiem – po to inni nie musieli robić ich na sobie, a już szczególnie na dzieciach, tylko mogli skorzystać z gotowych przetestowanych pomysłów.
Niektórzy mówią że zachowuję się jak stary sierżant który swoje mało przyjemne doświadczenia, i wnioski z ich płynące, stara się przekazać młodym – by oni nie musieli przez to przechodzić.

Jeśli komuś to nie wystarcza – również prawem specjalisty.
Proszę bardzo, jestem dyplomowanym pedagogiem specjalnym!
I nie dostałem dyplomu za diagnozę  Za to nie dają.
Dają go za formalności i egzaminy i pracę zaliczeniową której fragmenty mogliście tu poznać.

Nie wypowiadam się „w imieniu osób z ASD” – chyba że kiedyś jakieś osoby z ASD dadzą mi do tego akredytację. Piszę o sobie, o moich doświadczeniach i ich wynikach, i staram się podzielić tym czego sam się nauczyłem.

Nie mam ochoty brać udziału w netowych g__ burzach, jestem ponad to.
Po prostu czułem ze muszę to napisać: jestem „selfadvocatem” ASD, jestem specjalistą od ASD i póki będę mieć siły, i będą chętni do słuchania – będę się wypowiadać.


Na razie to tyle

Pierwszy post kuchenny się pisze, zdjęcia kotów robią, a że pogoda się poprawił – mam nadzieję że pojawią się nowe krajobrazy albo owady

Stay tuned 🐱