Ciut o samotności

Zainspirowany wpisem http://ostatnirosomak.blogspot.com/2017/02/26-dlaczego-zwiazek-ze-mna-nie-jest-atwy.html zacząłem się zastanawiać jak to jest u mnie.
Szybko doszedłem do wniosku że taki układ ze mną jest całkowicie niemożliwy.

No dobra – może nie „całkowicie niemożliwy” – w końcu zdarzają się wygrane na loteriach, ponoć może zdarzyć się spontaniczna teleportacja, albo to że ktoś okazuje się zaginionym dzieckiem miliardera :p

Powiedzmy więc – jest niesłychanie mało prawdopodobny. Obstawiam że mniej prawdopodobny niż wygrana milionów na loterii.

Dlaczego?

O moim ASD dowiedziałem się gdy miałem ponad 30 lat. Wcześniej wiedziałem po prostu że „coś jest grubo nie tak jak trzeba” – a że „psychocosie” nie bardzo  potrafili na to cokolwiek poradzić – starałem się układać sprawy sam. I sam łatać braki.
Z punktu widzenia czasu i tego czego obecnie się nauczę wiem że sporo rzeczy zrobiłem źle…. ale…. jak to napisałem ostatnio na FB:

Jak się nie ma znikąd pomocy, to się robi samemu.

Jak się czegoś nie da, czegoś nie ma czy zupełnie nie działa – to się łata czym innym.

Bo z niektórymi rzeczami jest tak że jak się nie połata – to się ginie. Albo nie funkcjonuje – co w sumie na jedno wychodzi. Taka prosta sprawa.

A jak to działa? Ano tak:

    • Zawsze miałem kłopoty w kontaktach z ludźmi.
      Mam kłopoty z sensoryką: masa ludzi mówi (moim zdaniem) za głośno, w dodatku gubię się i stresuję jeśli na raz gada za wiele osób.
      Mam kłopoty z dotykiem, nie lubię nawet tego gdy ktoś staje za blisko.
      Prawie nie czytam komunikacji pozawerbalnej. Mam (ponoć) bardzo ubogą i „dziwną” mimikę.
      Mam kłopoty z masą „kodów społecznych” – zwłaszcza z tymi które uważam za bezsensowne i głupie. W kontaktach z ludźmi problemem okazuje się nawet to ze mam swój „jedyny słuszny” sposób ubierania – co dla niektórych jest jakimś bezsensownym problemem.
      W dodatku – jak to bywa u Aspików – nie jestem zbyt subtelny czy dyplomatyczny (no dobra – w ogóle nie jestem), i nie mam oporów przed mówieniem co myślę.
      Zdarza się też – w wypadkach bardziej ekstremalnych – że w ogóle się posypię, pojawi się meltdown czy zamknięcie.
      To wszystko powoduje wzmiankowane kłopoty w kontaktach – i jest przyczyną całej kolekcji nieprzyjemnych wspomnień z takowych
    • Problemy te starałem się zmniejszać najzwyczajniej ograniczając kontakty z ludźmi do absolutnie niezbędnego minimum – głównie do strefy formalnej i zawodowej. Takie są najprostsze.
      Z zasady nie inicjuję też kontaktów – zakładam ze jeśli ktoś ma do mnie sprawę, to sam zacznie.
    • Prócz tego o zamiast pracować nad umiejętnościami społecznymi – rozwijałem te „aspołeczne”. Czyli: nie „jak wyjść do ludzi” – a jak tego uniknąć.
    • Pracowałem też na swój sposób nad poczuciem samotności
      To naturalne że ktoś bez kontaktów czuje się samotny. To pozostałość naszej stadnej przeszłości
      Są na to dwa wyjścia: poszukać ludzi, albo zmienić siebie. Jeśli to pierwsze jest nazbyt trudne – zostaje to drugie. Można pracować nad samotnictwem. Nad radzeniem sobie samemu, nad docenianiem tego że nie trzeba polegać na innych.
      I to właśnie robiłem.
    • Jako że prawie nie odbieram komunikacji pozawerbalnej – nie potrafię określić tego słynnego „czy się ktoś mną interesuje”. Nie potrafię i tyle. Jak ktoś ma coś do mnie – musi podejść i powiedzieć. I sprawdzić czy akurat słuchałem 😉
    • Wiem (choćby z psychologii rozwojowej) że młodzi ludzie na pewnym etapie uczą się jak tworzyć i budować związki. I że robią to tak +/- w okresie nastoletniości.
      Ja w okresie nastoletniości miałem inne zainteresowania (biologia, ciemnia fotograficzna, i inne tym podobne) i problemy (jak uniknąć innych nastolatków lub nastraszyć ich tak by się nie zbliżali).
      Dlatego takich umiejętności nie posiadam – bo niby skąd?

Podsumowując: umiecie sobie wyobrazić osobę która inicjuje kontakt, przechodzi przez całe pokłady niechęci, nieufności, oporu, której nie przeszkadzają dziwactwa, nietypowe problemy w ogromnej i zdecydowanie nadmiernej ilości… I która w dodatku była by w stanie skłonić mnie do remontu generalnego mojego życia i psychiki – bo bez tego? to se ne da.

Ja nie potrafię.

Nie potrafię sobie też wyobrazić PO CO ktoś chciał by w ogóle próbować.

Czy mi to przeszkadza? Jak się tak nad tym zastanawiam… chyba nie

Może by przeszkadzało gdybym miał porównanie do innego stanu.

Powiem szczerze: po całym życiu samotnictwa nawet nie wiem po co miał bym kogokolwiek wpuszczać do mojego świata?
Myślę że lepiej nie tworzyć potrzeb gdzie ich nie ma – i nie budzić tych które z czasem pozasypiały (albo które sam tyle lat starałem się powyłączać).


Dobra, dość tego filozofowania – czas na zdjęcia.

Dziś temat dziwny, więc i zdjęcia będą mocno mniej typowe

Sty tuned 🐱

Reklamy
Posted in ASD

13 thoughts on “Ciut o samotności

  1. No OK… Ale gdyby jednak JAKAŚ zainteresowała się Tobą, i w jakiś sposób szczególnie Cię sobą zainteresowała i zaintrygowała, i okazałoby się, że bez niej życie jednak jest… gorsze, to czy byłbyś w stanie popracować nad tym generalnym remontem? Jeśli masz problem z dotykiem, to pewnie też i z całowaniem, i seksem, ze zwykłym przytulaniem tak samo. A to z kolei niezbędne, aby stworzyć i podtrzymywać więź…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak zupełnie teoretyzując – w takim wypadku na pewno bym próbował.

      W tej chwili mam dostęp do dobrych specjalistów, którzy by w tym pomagali – ale czy miało by to szanse powodzenia? Nie mam pojęcia

      Polubienie

      1. Dziękuję Ci za odpowiedź. Jest dla mnie cenna.
        A pytałam, bo bardzo chciałabym, aby ktoś spróbował podjąć taką próbę dla mnie. Mój aspik jest w połowie do setki, ma trochę niepowodzeń związkowych poza sobą, no i opisywane przez Ciebie „niedogodności”, jak problemy z bliskością. Próbujemy być razem, ale ja nie daję już rady bez okazywania uczuć (przytulanie, pocałunki, seks), same rozmowy mi nie wystarczają i mówię o tym otwarcie. Niestety, aspik bierze mnie na przetrzymanie :/ Jesteśmy razem prawie rok i coraz mi trudniej.

        A dlaczego miałby ktoś próbować poznać Cię i być z Tobą?
        Odpowiem, dlaczego ja ciągle próbuję: bo poza tymi sytuacjami nie do zaakceptowania (brak tego, co potrzebuję z cielesności w związku) jest tak, jak tego oczekuję i potrzebuję: dużo rutyny, wolności, samotności, bez ekscesów i niespodzianek, bez nadmiaru spotkań z ludźmi, a przede wszystkim to człowiek bardzo interesujący, z zasadami, z którym mogę przegadać każdy temat, a tego bardzo mi brakowało w zakończonym jakiś czas temu małżeństwie. Oczywiście, ma też swoje „dziwactwa”, ale one mi nie przeszkadzają.

        I jestem pewna, że Ty też jesteś w jakiś sposób atrakcyjny, interesujący jako mężczyzna. Tylko trudno o tym się przekonać. Musiałbyś spotkać kogoś wytrwałego i cierpliwego, a przede wszystkim bezinteresownego i tolerancyjnego.

        Pozdrawiam 🙂

        Polubione przez 1 osoba

    1. W związku najważniejszy jest partner. Jeśli jest dla mnie kimś najważniejszym, to jest oczywiste, że odpowiadam na jego potrzeby. I oczekuję tego samego.
      Jeśli ktoś musi mnie zaakceptować taką, jaką jestem, to pomijając, że taki związek mnie nie rozwija, nie ulepsza, taka postawa to egocentryzm.
      Oczekuje się zmian od innej osoby, ale nie od siebie, hm…?
      To zadziwiające, że warto się postarać, wysilić, zmienić odczuwanie podłoża (poprzez trening chodzenia w nowych butach), ale odpowiadanie na potrzeby partnera (czyli też mienianie siebie) już nie jest takie oczywiste.

      Polubienie

      1. Przecież bycie sobą i akceptacja tego nie oznacza rezygnacji z rozwoju. Ja to również mój rozwój, a bliskie mi osoby mają wpływ na jego kierunek.
        Kiedy akceptuję swoje dziecko takie, jakie jest, to nie znaczy, że chciałabym teraz zatrzymać czas i niech już się nie zmienia. Dziecko ma się zmieniać, rozwijać, a ja, jako rodzic, chcę mieć wpływ na kierunek tych zmian. Nie chcę, żeby przede mną zakładało maskę i udawało kogoś, kim nie jest. Jeśli mam mu pomóc się rozwijać, nasza relacja musi być szczera.
        Podobnie traktuję dorosłego, którego kocham. Czasem chcę, żeby zmienił jakieś swoje konkretne zachowanie, mogę np. wspierać w wychodzeniu z nałogu czy walczyć z nawykiem rozrzucania brudnych skarpet po domu, ale cały czas kochając i ceniąc osobę, którą on jest – a nie jakieś odległe wyobrażenie o tym, kim moim zdaniem powinien być.
        I tak samo warto traktować – siebie. Widząc swoje wady i pracując nad nimi, ale nie udając kogoś, kim się nie jest.

        Mam nadzieję, że rzuciłam jakieś światło na różnicę, którą widzę między akceptacją a bezkrytycznością.

        Polubione przez 1 osoba

  2. Błąd podstawowy- stawianie na tym samym miejscu rodzicielskiego uczucia do dziecka i partnerskiego do kogoś najbliższego.

    Ktoś z wadami nie jest sobą, hm?

    Nie chodzi mi o zmianę tonu głosu, koloru włosów czy wzrostu, ale tych cech, właściwości, które zależą od samego człowieka, a więc jego zachowań np. w stosunku do innego człowieka, zwłaszcza do partnera.

    Np. trudności z bliskością to wg mnie i dla mnie wada. Czy mogę wymagać zmian czy takie oczekiwanie oznaczałoby brak akceptacji dla drugiego człowieka?

    Polubienie

    1. To zależy co się rozumie przez taką zmianę i jak się do tego podchodzi.

      W cytowanym wypadku:

      Ponaprawianie kłopotów z bliskością to proces który może zająć lata, którego łatanie może być niezwykle bolesne, i który może się nie udać. Albo udać tylko w jakimś stopniu.

      I co wtedy??

      Dać kopa w d___ i zamienić na lepszy model?

      Polubione przez 1 osoba

    2. „Błąd podstawowy- stawianie na tym samym miejscu rodzicielskiego uczucia do dziecka i partnerskiego do kogoś najbliższego.”

      Proszę o rozwinięcie tematu.
      Mam męża, dwójkę dzieci, kilkoro przyjaciół, analogię w rozumieniu akceptacji dużych i małych (przy różnych oczekiwaniach z racji różnych ról) wzięłam z życia. Nie widzę w niej podstawowego błędu.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s