Życie k_____wa życie :(

Na początek ostrzeżenie
W tym poście nie zamierzam się ograniczać – tak więc ostrzegam:
explicitlanguage

Kto ma miętkie serce, jest nerwowy, niepełnoletni lub nie chce przeczytać paru niezbyt cenzuralnych wyrazów – szczerze polecam:
→Wyjście awaryjne-Emergency Exit←

************************************************************************
Dobra, mamy to za sobą, mogę zacząć opowieść

Cała historia zaczęła się dwa tygodnie temu.

Wtedy to, jak co-jakiś-czas poszedłem do urzędu pracy – jak zwykle z myślą że podpiszę listę i będę miał spokój.
Przecież prawdopodobieństwo tego  że PUPie (nazwa moim zdaniem nazbyt łagodna dla tej instytucji) będzie robota dla przyrodnika z aspergerem jest tak nikła, że praktycznie żadna.

Na miejscu okazało się że – o dziwo – dostałem propozycje. I to aż cztery O_o

Dwie durne aż się płakać chce:
Pierwsza: „a może chciał by pan staż w świetlicy środowiskowej sióstr-jakichś-tam? Bo my wszystkim proponujemy i nikt nie chce”
Nosz karwasz w mordesz nie dziwię się że nikt nie chce :p
Dziwił bym się – kto by chciał????!?

Druga „praca na ochronie” – suuuuuper.
Jeszcze niedawno to się nazywało „za ciecia robić” – a teraz tak poważnie 😛
Grzecznie wziąłem telefon – na zasadzie „potakiwać, z durnym się nie kłócić, nie denerwować pacjenta”

Trzecia – robi się ciekawiej
„Mamy stanowisko trenera ekologii {ktosz karwasz wymyśla te nazwy???} przy projekcie ________. Pan nie ma uprawnień pedagogicznych, oni wymagają takich uprawnień, ale proszę spróbować”
Myślę sobie – no ładnie, „projekt” znaczy „projekt się kończy i kopes-w-dupes, ale może fakt, spróbować można”
Oczywiście potem okazało się że faktycznie tych uprawnień wymagają. I bez nich ni ma mowy.
Alem się zdziwił 😛
Może następną razą, kierując się logiką PUPy, pójdę pytać o robotę neurochirurga, pilota samolotu pasażerskiego, czy kapitana statku pełnomorskiego? Przecież do tych szlachetnych zajęć też nie mam uprawnień :mrgreen:

Czwarta – szok – czyżby coś dla mnie?
„Introligator/technik poligraficzny” – brzmi troszku jak „printshop technician”. Biorę namiary, podpisuję listę i jadę.
Na miejscu – rozmowa o aparatach, o Photoshopie – i chcą mnie przyjąć na staż. Nu wot interesnyje dieło o_O

I co, myślicie że to koniec historii? Nieeeeee, to jeszcze zdecydowanie nie koniec:

Cała zabawa tak na prawdę zaczęła się gdy mój potencjalny pracodawca stwierdził że zdecydowanie chce mnie na tym stażu.

I okazało się… że….
stażu nie ma!
No kurwa mać nie ma i tyle!
Był i się spłył. Wyparował. Zniknął jakoby go nigdy nie było!
Mimo że – jak się po chwili okazuje – ogłoszenie nadal wisi na tablicy.

Szok. I dla mnie – i dla [potencjalnej] szefowej.
Szefowa zaczęła nieoficjalne dochodzenie – i okazało się – bardzo nieoficjalnie – że niby staże były, niby tego, ale mało i tak na prawdę dla „odpowiednich” osób.
(A ja – jak się łatwo domyślić – odpowiedni nie jestem. No przecież gdybym był odpowiedni, to już dawno „pracował” bym w jakimś urzędzie, pilnie, ciężko i z narażeniem zdrowia i życia patrząc jak rozpuszcza się słodzik w kawie, i pilnując tego Co-Ludzie-Napisali-Na-FB.)
Z kolei ja sam, zupełnie niechcący, dowiaduję się że skierowania na staże są nadal rozdawane – mimo iż kasa na nie już dawno się skończyła.

Noż w mordę jeża… Całe szczęście że mam te wspaniałe papierki mówiące że to ja jestem nienormalny – w przeciwnym razie oznaczało by to że cały ten kraj, cały ten świat jest dogłębnie pojebany 👿 A tak – skoro ja jestem nienormalny, to zapewne to co jest dookoła jest normalne.

Nic to…

Przy okazji bytności w wiadomym urzędzie, dowiadujemy się że jest kasa „na utworzenie miejsca pracy”. I to całkiem niezła. I to praktycznie od ręki. Tyle że z PFRONu.

Problem jest taki że – jak się dowiaduję – pracodawcy nie chcą mieć nic wspólnego z tą kasą – bo podpadnięcie pod PFRON oznacza że trzeba by przestrzegać przepisów „prawa pracy”.
Nie wspominając o tym że pracownikowi PFRONowcowi przysługuje dodatkowa przerwa i trochę dodatkowego urlopu.

Przerażające, prawda?

Tak przerażająco przerażające, że (jak słyszę) na takich zasadach praktycznie nikt tworzyć miejsc pracy nie chce. Mimo wspomnianej kasy, ulg, mniejszego haraczu na Zakład Utylizacji Społeczeństwa itd.

No nic to.. Zawsze powtarzałem że dla takich jak ja nie przewidziano miejsca na tym świecie, i jedyne co mogę robić to żyć na złość i wbrew innym.

*******

Przy okazji tego zamieszania podziałałem trochę w drukarni – gdzie poczyniłem parę ciekawych spostrzeżeń.
– odkryłem parę nowych brzydkich wyrazów. Takich jak: „bezpieczeństwo”, czy „środki ochrony”
Okazuje się że ich używanie jest wulgarne i nieeleganckie. Gdy się użyje tych wyrazów w pytaniu (na przykład o jakąś maskę – w kontekście mojego nowego Wielkiego Wroga o którym już za chwilę, albo o rękawice w kontekście pakowania łap w farbę drukarską czy dowolny rozpuszczalnik) – wszyscy dziwnie się gapią. Tak jak by człowiek popełnij jakąś totalną gafę.
– dowiedziałem się że z ludźmi współpracuje mi się gorzej niż myślałem (i pamiętałem). I męczy  (tudzież tresuje)  mnie to bardziej niż myślałem (i pamiętałem). 😕
– dowiedziałem się że w „robocie trzeba Coś Robić”. Nawet wtedy gdy nie ma nic do roboty, bo wszystko dawno zostało zrobione, a nowych zleceń chwilowo nie ma.
Trzeba tedy robić tak, by było Co Robić.
To znaczy ni-mniej-ni-więcej że trzeba robić na tyle wolno i nieefektywnie, by absolutnie „na styk” zmieścić się w terminie. Nie wolniej – bo będzie marudził kontrahent, i absolutnie pod żadnym pozorem nie szybciej, bo wtedy będą marudzić wszyscy inni….
Zupełnie tego nie rozumiem – i znów cieszę się że to ja jestem formalnie nienormalny. Bo skoro ja jestem nienormalny, to taka sytuacja jest normalna i w jakiś tajemniczy sposób logiczna, tylko ja gupi nie potrafię tego zrozumieć…  Prawda?
– odkryłem nowego Wielkiego Wroga. Przez dwa duże W.
Nazywa się Rozpuszczalnik Nitro. Służy do mycia maszyny drukarskiej i wielu innych rzeczy. Gdy tylko się pojawił – od razu próbował mnie wykończyć.
Zaczęło się od tego że obniżył mi się głos, potem zacząłem chrypieć, a oddech stał się świszczący. Potem zaczęło mi być duszno, i zaczęły mnie boleć płuca. Co gorsze – w ogóle nie chciało to przejść. Zaczęło przechodzić dopiero gdy najadłem się a wapna z anty-alergicznym czymś-tam. W sumie to płuca bolą mnie do tej pory 😦

Tak że niestety, obawiam się – abstrahując od twórczego debilizmu, przepraszam normalności PUPy – no po prostu obawiam się że to nie jest robota dla mnie :/

Cóż robić – trza mi dalej szukać dalej, czegoś bez ludzi i koniecznie na na świeżym powietrzu

Znacie coś takiego może?

Ps.
W następnym  odcinku – planuję coś o foto-foto 😉

Reklamy
Posted in ASD

7 thoughts on “Życie k_____wa życie :(

  1. Wiem, wiem, czepiam się, ale pozwolę sobie na przypomnienie o trzech zasadach:
    – bym z czasownikami piszemy łącznie (są od tego pewne wyjątki, ale chyba żaden z nich nie dotyczy pierwszej osoby liczby pojedynczej).
    – naprawdę łącznie piszemy naprawdę.
    – mimo interpunkcji na bardzo wysokim poziomie brakuje prawie wszystkich przecinków przed „że”.

    Przeczytałam wszystkie Twoje teksty do tej pory i zachwyca mnie Twój sposób przekazu i piękne zdjęcia, które uzupełniają tekst, ale te trzy problemy znacznie utrudniają odbiór.

    Odnosząc się zaś do odpisanej sytuacji – trochę mi przykro, że wypowiadasz się tak stereotypowo o urzędnikach. Ludzie jak ludzie, są różni, ci, którzy wykonują dobrze swoją pracę, mniej rzucają się w oczy.
    Zaś co do czasu pracy – też tego nie rozumiem. Kierownik powinien patrzeć na jakość wykonania zadania a nie na zajętość pracownika, ale mało jest dobrych kierowników. Z drugiej strony praca na nieco wolniejszych obrotach pozwala na „zapas mocy”, gdy przyjdzie więcej zleceń. Nie trzeba wtedy biegać z językiem na brodzie albo szukać dodatkowych pracowników.

    Lubię to

    1. Cóż, myślałem o takim rozwiązaniu już parę(naście) razy
      Choć z drugiej strony, cały czas bardziej obiecującym wyjściem wydaje mi się: Zastrzelić Się

      W sumie jedyna wada jaką widzę w tym ostatnim i ostatecznym rozwiązaniu to to że nie mógł bym dalej psuć ludziom humoru swoim istnieniem

      Z tym talentem to taki niby żart??

      Polubione przez 1 osoba

      1. Z tym talentem to nie żart, żart był z mietłą (miotłą). A jeśli chodzi o psucie humoru innym: ja powinnam sobie strzelać w łeb codziennie, nagrać filmik, wysłać wszystkim w prezencie na gwiazdkę… Sztuką jest myśleć swoje, robić swoje i mieć wszystkich w dupie. To ostatnie łatwiej przychodzi z wiekiem. Otwórz osobny blog tylko dla swoich fotek, tak robi większość, którym się tylko wydaje, że mają talent i niestety trzepią na tym szmal – to jak disco polo – zarabiają najwięcej kiczowate kawałki. Wystarczy mieć dobre to już wystawią Ci ołtarzyk, a jak masz zjawiskowe… Bądź bardziej widoczny w Internecie (wstawiaj nowe co najmniej 2x w tygodniu. Połącz bloga z Linkedln – tam oczywiście napisz CV, połącz z google, Tumbr (z czym się da) koniecznie na Instagramie itp – im wiecej tym bardziej Cię widać.Wreszcie ktoś przyjdzie z propozycją… Dobrze, że jesteś w wordpressie to już połowa sukcesu. Osobny blog, przejrzysty same foty…zrób to 🙂 Na moim blogu już jesteś. Pozdrawiam i nie padaj ducham 🙂

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s