Chlebek, chlebek…

Obiecałem przepis na zakwas chlebowy – czas więc słowa dotrzymać 😉

Potrzebne składniki:
– mąka żytnia typ 2000. Gatunek dowolny.
– woda czysta. Wbrew pozorom w dzisiejszych czasach to nie takie proste. Może być przefiltrowana i przegotowana, przegotowana (jeśli macie w kranach dobrą wodę, nie chemiczny zajzajer), może być źródlana z butelki (NIE wysoko-zmineralizowana! NIE gazowana! NIE kranówka prosto z kranu)
– litrowy słoik
– czysta szmatka z gęstego naturalnego płótna (len, bawełna)
– gumka recepturka, sznurek czy coś takiego do przytrzymywania szmatki

Dzień 1.
1) Słoik i wybrany mieszak trzeba umyć (najlepiej samą wodą, bez detergentów – więc dobrze jeśli to nowy słoik, albo słoik po miodzie czy czymś nie pachnącym) i wyparzyć wrzątkiem. Potem słoik musi ostygnąć – najlepiej niech stygnie otworem do dołu, wtedy nic niepożądanego do niego nie wleci

2) Do słoika – 5 łyżek mąki i trochę ciepłej wody.
Ile wody? Tyle by całość miała +/- konsystencję trochę gęstszą od majonezu. Zazwyczaj proporcja to pół/na/pół wody i mąki – ale trzeba to dobrać na wyczucie. W każdym razie – lepsza konsystencja  za gęsta niż za rzadka.
Jak ciepłej? Minimum to temperatura pokojowa (20st.) – maximum to jakieś 37-38stopni.
Na wierzch słoika czysta płócienna szmatka – która ma tam być zawsze, poza momentem niezbędnym do wymieszania masy.

Zakwas trzeba odstawić w ciepłe i ciemne miejsce. Najlepiej takie gdzie jest około 25stopni, a nawet więcej, ale nie więcej niż 38. Latem to nie kłopot  – zimą można odstawiać koło kaloryfera.

Acha, zakwas najlepiej mieszać drewienkiem (na przykład drewnianą łyżką). Ewentualnie plastikiem, ceramiką. Byle nie metalem.
Metalu zakwas zdecydowanie nie lubi i mieszany metalem słabiej się udaje.  Dlaczego? Nie wiem. Po prostu nie lubi i tyle.

Dzień 2 – odpoczynek.
Rano zakwas zamieszać i znów przykryć.
I zajrzeć do niego wieczorem.
Jeśli jest zdecydowanie ciepło, zakwas może już być mocno „pobudzony” (pojawiają się w nim liczne bąbelki) – wtedy wieczorem trzeba go „nakarmić” – wsypać łyżkę mąki (tej samej z którą się zaczęło) i zamieszać.
Jeśli bąbelków jest tylko trochę – tylko zamieszać.

Dzień 3,4,5,6
Tu szkoły są dwie:
– jedna mówi „wyrzucić połowę zakwasu, dodać do tego co zostanie 5 łyżek mąki, i trochę wody (by  zachować konsystencję), wymieszać.

– druga mówi „do zakwasu dodać 2 łyżki mąki, jeśli trzeba to trochę wody, wymieszać”

Ja działam według tej drugiej i mam efekty – ale podaję obie.

Zakwas trzeba „karmić” raz dziennie, najlepiej o stałej porze. Mieszać trzeba go 2-3 razy dziennie.
Zakwas może pachnieć kwasem, chlebem, acetonem (zmywaczem do paznokci) – (nie pytajcie mnie dlaczego, to dość szokujący zapach,ale na prawdę wtedy wszystko idzie jak powinno), ma mieć kolor beżowy, różowy, lub zbliżony do ciasta – wtedy wiadomo że wszystko jest OK.

Jeśli pojawi się zapach stęchlizny, zgnilizny, pleśń lub zacznie się rozdzielać i pojawiać czarniawa „woda” – to prapało, trzeba zaczynać od początku 😦

Mi (odpukać) tak się nigdy nie trafiło

Siódmego dnia zakwas jest gotów. Można brać się za pieczenie chleba na zakwasie 🙂

Sporo zabawy? No ja myślę 😉

Ale jak już macie dobry zakwas – to potem zabawy jest mniej.
Zanim zużyjecie cały zakwas do chleba – z tego gotowego, 7mio dniowego zakwasu trzeba odebrać 3 łyżki, odłożyć do małego słoiczka (wymytego, wyparzonego i już w temperaturze pokojowej), zasypać na grubo (tak na pół cm) mąką z której jest zakwas (nie mieszać!), przykryć szmatką albo papierem (nie folią, nie nakrętką!) i odstawić do lodówki.

Może tam siedzieć do dwóch tygodni – a potem trzeba go „obudzić” – i z takiego „rozbudzonego” znów można (trzeba! 😉 ) odłożyć porcję na później

Gdy macie „śpiący” zakwas  – procedura budzenia jest taka:
– bierzecie zakwas z lodówki (cały, razem z mąką jaką był zasypany)
– mąkę żytnią – 5-7łyżek jeśli tylko chcecie budzić zakwas, 30dag jeśli chcecie potem robić chleb
– wodę czystą i ciepłą – taka ta, temperatura ta sama co na początku.
No i mąkę do michy, wodę do mąki, jak będzie dobra konsystencja to do tego zakwas – wymieszać, nakryć ściereczką, odstawić w ciepłe miejsce na jakiś minimum 12h. I gotowe 🙂

Powodzenia w eksperymentach 😀
A jak macie pytania – wiadomo – pytajcie 🙂

Ps. Planuję (t.j. piszę) wpis fotograficzny
…i większy wpis z cyklu „o życiu” (niestety mniej optymistyczny”) – stay tuned 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s